Droga do Emaus (2)

30 Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. 31 Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go  (Łk 24)

Jak widać, niezawodną metodą otwierania własnych oczu jest spożywanie Chleba. A Ty, czy go spożywasz?

 

18 odpowiedzi na “Droga do Emaus (2)”

  1. Oczywiście wiem o jaki Chleb pytasz, o Eucharystię… Dla mnie prawdziwą komunią jest dzielenie się Chrystusem z drugim człowiekiem. Dawać, ale i brać… dobro, miłość… Chrystusa. Staram się, żeby był to dla mnie chleb, chleb powszedni… Dla mnie najwięcej Boga jest w drugim człowieku, dlatego komunią jest bliskość z nim. Tym więcej Boga, im bardziej jest to człowiek potrzebujący. A wtedy, gdy nie mam siły zmierzyć się z życiem, gdy wydaje się, że nie dam rady, nie mam wpływu na swój los, Bóg przychodzi do mnie przez wyciągniętą rękę przyjaciela, uśmiech drugiego człowieka, wsparcie bliskiej osoby. Daje mi to, by być blisko przy mnie, a ja czuję Jego obecność i bliskość. To jest moja komunia!

    1. Piękna jest Twoja wypowiedź, ale świadczy o tym, że Twoje oczy nie są na uwięzi; Ty rozpoznajesz Chrystusa w każdym napotkanym człowieku, zarówno tym, który potrzebuje Twojej pomocy, jak i w tym, który przychodzi, by Ciebie wesprzeć. Pytanie więc pozostaje nadal aktualne, co sprawia, że Twoje oczy nie są na uwięzi, mimo, iż tylu osób są?

      1. Nie wiem, czemu oczy innych ludzi są na uwięzi, mało tego, wbrew temu co sądzisz Leszku, moje własne też nie działają najlepiej. Jestem tak często „ślepa” na Chrystusa. Moim wielkim marzeniem jest nie tylko widzieć ale i rozumieć, „dotykać”, a moja wiara taka mała…, a tak brak mi miłości… i nadziei. Ciągle mam niedosyt, ciągle czuję podświadomie, że trzeba więcej, lepiej. Nie wolno stanąć, nie można poczuć się zadowolonym, spocząć w działaniu. Tyle mi jeszcze brak…Pozdrawiam.

        1. Jak byśmy tak od samego urodzenia byli w pełni ukształtowani, to w ogóle nie musielibyśmy się pojawiać na świecie – moglibyśmy od razu być w niebie. To jest oczywiste, że nie jesteśmy ideałami; jednak ja pozostaję przy tym, co o Tobie napisałem – przecież sama mówiłaś o tym, że w każdym człowieku widzisz Chrystusa – a więc Go rozpoznajesz – Twoje oczy nie są na uwięzi..

  2. Gdzie ja to wszystko zgubiłam? Czytam …i wydaje mi się to takie bliskiem i sensowne..Ja straciłam Go …Kim ja w ogóle jestem?

    1. Jesteś Jego ukochaną córką, na którą On czeka, by Cię mocno przytulić. Twoje oczy są na uwięzi, tak jak były na uwięzi uczniów Chrystusa idących do Emaus. Oni rozpoznali Go po łamaniu chleba… Idź do Chrystusa, który łamie dla Ciebie chleb, a Twoje oczy przejrzą.

  3. Witaj Leszku:)… codziennie …w 12 m kuchni jem chleb z BIEDRONKI ;))) bo dotychczasowa piekarnia „popsuła się” w pieczeniu dobrego chleba … i jeden raz w tygodniu spożywam chleb ze STOŁU PAŃSKIEGO podczas EUCHARYSTII . Póki, co… czuję się silna na ciele i duszy ….:))) pozdrawiam serdecznie przed późnym śniadankiem :)))

    1. No to Twoja wieś całkiem spora, skoro ma BIEDRONKĘ:) I to ten chleb sprawia, że Twoje oczy nie są na uwięzi? Czy ten drugi? A może do tego konieczny jest i jeden i drugi?

      1. … moja wieś faktycznie w nazwie jest WIELKA …hihihii .i są w niej malutkie ale żywe biedroneczki w kropeczki 🙂 Po chlebek jeździmy …do BRONKI, która mieści się w pięknym miasteczku 🙂 Oczywiście, że oczy duszy otwiera TYLKO chleb Eucharystyczny. Myślę , że gdybym za dużo zjadła chleba od BRONKI… to oczy raczej byłyby senne i przymknięte z przejedzenia 🙂 Miłego wieczoru życzę :)))

        1. Moje oczy niestety są na uwięzi i ciągle coś mi się miesza, ale chyba w końcu wszystko zrozumiałem – chleb z biedronki spożywasz w małej kuchni, która jest w wielkiej wsi, która jednak nie jest aż tak wielka, by była w niej ta biedronka, z której jest chleb. Ale to dobrze, bo inaczej byłabyś senna i Twoje oczy stałyby się na uwięzi. Czy tak?

  4. Tak Leszku ja spożywam i tez dziele sie nim z tymi co go potrzebuja Miłego pełnego radości dnia zycze Tobie

  5. wyjechałam kiedyś na KNŻ (polecam);tam poprosiłam o modlitwę wstawinnicząnasłuchałam się o tej modlitwie wielu rzeczy (nieco dziwnych); podczas – jakb nic isę nie działo, ale późniejchyba nigdy nie czułam by Bóg był bliżej; że bliżej juz chyba być nie może…następnego dnia, podczas Mszy uśwaidomiałam sobie, zę to nie prawda, ze On jest bliżej, w nas, w każdej Mszy, Eucharystii, jest tak blisko, zę jdnoczy sie z nami;jak często?jak najczęściej… jeśli tylko jest oto możliwechoc czasemwydaje mi się, że mogłabym tak zorganizować swoje życie by przyjmować Go codziennie;podziwiam osoby, które tak potrafią;szczególnie, gdy łaczy się to z wiarą, z radością, spokojem…gdy przemienia życie, a nie jest tylko „magicznym rytułałem”pozadrawiam ciepło

    1. No to Ci powiem, że od dwudziestu lat jestem takim, kto codziennie rano biegnie do kościoła (no prawie codziennie). Czy traktuję to jako magię? – absolutnie nie! Wydaje mi się, że to jedyna szansa dla mnie, by nie upadać pod ciężarem grzechów aż tak, by nie dało się wstać; muszę dawać sobie szansę, by iść za głosem Pana.

      1. podziwiam;wczoraj Dyrekacja :upomniała” mnie, zę się spóźniłam;wyba to znak, zęby zaczać chodzić na 6 do Koscioła, wtedy napewno się nie będę spóźniać;znam wiel osób, które z wiara, z sercem, nieraz wbrew zniechęceniu, czy lenistwu, ale wytrwale i pięknie… przychodza codzinnie do Kościoła;ja jestem – dwa razy w tygodzniu, czasem codzinnie, np. na roratach;znam jednak również wielu, którzy przychodzą – bo wypada, przychodzą, bo uważają, ze to dobry układ z Panem Bogiem; jak będą wszystko wypełniać, albo nawet troszkę więcej… to nic zełgo im się w życiu nie stanie;a jak będą nie tylko w niedzielę – to moze nawet nieco więcej pomyślności, na nich spłynie;nie z miłosci, ale dla takiego dziwnego „interesu”z Panem Bogiem;gratuluję;ja popróbuję, moze od ponidziałku uda sie być częsciej:)pozdrawiam

        1. Mnie szczęśliwie wystarcza na 7:00. Potem zabieram syna i odwożę go do szkoły, a sam w pracy jestem 8:10-8:15. Ale był taki okres w moim życiu, w którym pracowałem pod Warszawą. Kiedyś w jakimś liście z tych po „Listach..” napisałem, że czasami nie zdążam na kolejkę WKD i się spóźniam do pracy. Od tej pory poranne msze trwały od 15 do 20 minut (a przy tym w żadnym wypadku nie były „odbębnione”) i już nigdy się nie spóźniłem:)

          1. mam nadzieję, że i moje spóźnianie sie w ten sposób skończy. Problem w tym, zę będę sporo za wczesnie,chociaż napewno znajdę sposób by ten czas wykorzystać:)

Możliwość komentowania została wyłączona.