Ateista – podsumowanie

Celowo ostatniej notki nie kończyłem jakimikolwiek komentarzami. Wnioski wymagają nieco więcej miejsca, niż sam jeden końcowy komentarz.
Wróćmy może do końcowego pytania Ateisty:

Jesteś kompletnym debilem czy prowokatorem?

Jestem oczywiście dumny z siebie, że doprowadziłem Ateisty do powrotu do takiego języka, jaki znałem w czasach młodości. Powstała nawet kiedyś piosenka, której refren zaczynał się od słów „Ja jestem pro, ja jestem pro, ja jestem prowokator”, która w ten dowcipny sposób komentowała to typowe w czasach PRL-u rozprawianie się z tymi, którzy samodzielnie myśleli (a nie pod dyktando władzy), wykrzykując głośno „prowokator!”.
No cóż wiadomo – złodziej woła „gonić złodzieja”; na tej samej zasadzie UB-ek wołał „prowokator!”.
A więc jestem dumny z tego okrzyku Ateisty.

Jeśli jednak miałbym odpowiedzieć na to pytanie, odpowiedziałbym raczej, że jestem kompletnym debilem.
Mam naprawdę nadzieję, że jeśli mi się udało doprowadzić do tego, że Ateista już się nie odezwał, to nie był wynik mojej inteligencji, lecz tego, że starałem się odpowiadać natychmiast na wszystko, co mi podpowiadał Duch Święty. Pamiętacie, co jest u Marka (Mk 13:11):

„A gdy was poprowadzą, żeby was wydać, nie martwcie się przedtem, co macie mówić; ale mówcie to, co wam w owej chwili będzie dane. Bo nie wy będziecie mówić, ale Duch Święty.”

To jest podstawowa sprawa – nie wolno szykować sobie jakiejś strategii, zastanawiać się nad kolejnymi ruchami; nie wolno szykować pułapek, w której jeśli tylko uda się wciągnąć dyskutanta, to już przepadł – nic z tych rzeczy. Nade wszystko musimy być otwarci na to, co nam podpowiada Duch Święty. A Duch Święty będzie nam podpowiadał. Nade wszystko będzie się starał nie dopuścić do tego, byśmy to my wpadli w te zastawione na nas pułapki (a więc będzie podpowiadał odpowiedzi, które idą zupełnie innym tokiem rozumowania, niż zakładał adwersarz). Po drugie będzie podpowiadał żadania konkretów. Przykład tego mogę pokazać na jeszcze innym wątku (zaczynam od Ateisty):

Przypomnę, że zakaz noszenia chust, czy budowania minaretów to akurat wymysły chrześcijan, którzy straszą „zalewaniem Europy przez islam”.

Naginasz fakty do swoich tez – episkopat stanowczo protestował i organizował kampanię przeciwko zakazowi. (no ale co tam fakty – dla Ciebie najważniejsza jest Twoja teza!)

Napisałem „chrześcijanie” a nie „Kościół katolicki” To więc Ty manipulujesz moją wypowiedzią (chyba, że ida Ciebie wszyscy chrześcijanie to katolicy).

Ja podałem przynajmniej jakiś konkret – oficjalne stanowisko episkopatu. A Ty masz może jakieś badania, z których by wynikało, że odsetek chrześcijan głosujących przeciwko minaretom był wyższy od ateistów głosujących przeciw temu samemu? Twoje stanowisko jest oparte jedynie i wyłącznie na Twoim „gdybaniu” – na niczym więcej.

Wszystkie tezy Ateisty są jedynie jego supozycjami; gdy żąda się konkretów, Ateista milknie.

I wreszcie ostatni element tych podpowiedzi Ducha Świętego – żądanie by Ateista sam się jednoznacznie określił! W takich sytuacjach Ateista najpierw próbuje udać, że nie usłyszał pytania, a gdy się go dalej naciska, kończy „Co Cię to obchodzi? Możesz zejść z mojej osoby?

Życzę więc każdemu, by nauczył się rozmawiać z takimi ludźmi, jak Ateista. To są profesjonaliści, wiele lat szkoleni, wiele lat wykonujący swoją profesję. Teraz są młodymi emerytami, mającymi bardzo dużo czasu i przynajmniej w tej formie powracający do lat swojej świetności. Wygrać mogą tylko z tymi, którzy polegają na swojej inteligencji. Pozostają jednak bezradni wobec Ducha Świętego – On zna przecież ich zamiary i jeśli tylko będzie miał w kimś narzędzie, to są na z góry przegranej pozycji.

 

 

59 odpowiedzi na “Ateista – podsumowanie”

  1. Leszku – a mnie dla takich profesjonalistów jak ateista po prostu brak cierpliwości. Szkoda mi zdrowia i nerwów aby polemizować z osobami tak uprzedzonymi i z taką obsesją pod adresem katolików. Z osobami, które prezentują typową postawę Kalego byle na wierzchu było jego.

    1. Tylko akurat Twój blog należy do ulubionych blogów Ateisty – obawiam się, że jeszcze nie raz Ciebie odwiedzi i zacznie swoje zaczepki.

      1. Leszku – ateista chyba jeszcze nie skojarzył, że mój nowy blog jest kontynuacją tamtego; dlatego nie bywa u mnie, ale wcale z tego powodu nie ubolewam. Za to Adek zażyczył sobie abym usunęła link jego bloga i pożegnał się za mną, z powodu bloga;//polityka-okiem-laika.blog.onet.plotrzymałam od niego wiadomość pełną wyrzutów co do mojego postrzegania polityki. Przyjęłam do wiadomości oraz do realizacji. Leszku – przy okazji wyjaśnię; notki na tym blogu są niczym innym, jak tylko publikowaniem [zapisywaniem] wiadomości z onetu, które chciałabym zachować ze względu na fakt, że podzielam te poglądy.

  2. Leszku! przeczytałam Twoją odpowiedź na mój komentarz pod I częścią „Ateisty”. I powiem Ci tak. Nigdy nie widziałam, że pałasz nienawiścią do kogokolwiek i nigdy Ci o tym nie napisałam. Ja tylko wyraziłam zdanie, że osobiście mnie, mało obchodzi jakiś tam ateista. Niech sobie żyje jak chce, a mnie nie przekona, bo moja wiara jest zakorzeniona i nie do wydarcia pod żadną presją. Jeśli wiara jest prawdziwa, to jest jak twierdza, której żadna siła nie pokona. Nie skruszy nic. Są ludzie jak „rzemienne dyszle” i nie ma się co dziwić, że można nimi manipulować. Tak było od dawna, tak jest i tak będzie. Dziewczynie, o której piszesz mi tam niżej, nie wszczepiono prawdziwej wiary w Boga. I do końca już będzie takim „rzemiennym dyszlem”. Nawracanie zabłądzonych owieczek jest słuszne, ale tak samo będzie myślał i ateista, że je nawraca. Tylko do czego to doprowadza? Do sporów i nawet kłótni! A to mi się nie podoba. Przykro mi Leszku, że takie mam zdanie, ale to moje zdanie.Nie mogę być tu chwiejna i pisać to, czego nie powinnam.Pozdrawiam Cię serdecznie. Bądź pewien, że cenię Cię tak samo jak Teri, która prowadzi swój przecudny i mądry blog o tematyce religijnej i bardzo często u Niej bywam. 😉 In.

    1. Niesty w dzisiejszych czasach to przekazanie wiary nie jest wcale takie proste, a przez to trzeba zrobić wszystko, żeby ograniczyć działania takich ludzi, jak Ateista. Ja nie bywam na jego blogu, nie szukam z nim zaczepki; jedynie stram się przeciwdziałać jego zaczepkom na blogach katolickich – już kiedyś u Basi, a teraz właśnie u ks. Tomasza. I jednocześnie stram się nauczyć innych, jak należy prowadzić dyskusję z takimi ludźmi, jak on. Nie twierdzę, że trzeba koniecznie wchodzić z nimi w dyskusje, ale pokazuję, że jeśli się wchodzi, to nade wszystko trzeba stawać się narzędziem w rękach Ducha Świętego. Być może jest tak, że moje domysły dotyczące Ateisty są nieprawdziwe (bo to są moje domysły, a nie dane mi „z góry”), ale nawet przez te nieprawdziwe domysły Duch Święty potrafi się przebić i zadać Attonnowi pytania, które trafiają w samo sedno. I to jest najważniejsze. I choć po kilku dniach Attonn znowu wrócił do ks. Tomasza, to odnoszę wrażenie, że jego aktywność maleje (zresztą ten powrót prawdopodobnie też przedstawię).

      1. Wiesz Leszku? Nigdy nie byłam na blogu Ateisty i nawet na blogu ks. Tomasza. Ale z mojej babskiej ciekawości wejdę i to zaraz…Pozdrawiam Cię, jak zwykle, serdecznie i życzę dobrej nocy. 🙂

        1. Byłam, widziałam i wiem, że na bloga Ateisty już nie wejdę, a bloga ks. Tomasza bardzo chętnie będę odwiedzać…Jeszcze raz dobrej nocy. 🙂

        2. Przyznam, że na blogu Ateisty też nie byłem. Natomiast jestem zaskoczony, że nie byłaś u s. Tomasza – w 2005 roku był to blog roku! Później ks. Tomasz go zaniedbał, ale blog znowu wraca:)

  3. Co do tego, „kto ma rację” nie będę się odnosił, bo obaj jesteście przekonani o tym, że „wygrywacie dyskusję”, więc nie będę w ten temat wchodził.Zastanowił mnie jednak Twój akapit:> Życzę więc każdemu, by nauczył się> rozmawiać z takimi ludźmi, jak Ateista. To są> profesjonaliści, wiele lat szkoleni, wiele lat wykonujący> swoją profesję. Teraz są młodymi emerytami, mającymi> bardzo dużo czasu i przynajmniej w tej formie powracający> do lat swojej świetności. Wygrać mogą tylko z tymi, którzy> polegają na swojej inteligencji.Nie chcę „wyjaśniać”, co miałeś na myśli, więc zapytam – kogo masz na myśli mówiąc, że „ludzie tacy, jak Ateista (czyli jego też do nich doliczasz) to profesjonaliści, wiele lat szkoleni, teraz młodzi emeryci”? O której „profesji” mówisz?Pozdrawiam

    1. W pierwszych słowach powiem wprost, choć Ty wprost nie spytałeś – nie mam Ciebie na myśli. A teraz wyjaśniam – to oczywiście są jedynie moje domysły (a nie to, że to Duch Święty mnie oświecił) – być może nietrafne. Charakterystyczne dla mnie było to, że Ateista stał się wręcz wściekły po samym tylko przejrzeniu „Dwóch ojczyzn…” Jana Józefa Lipskiego, a ponieważ cały tekst był odcinaniem się autora od takiego patriotyzmu, jaki pochodził z ulicy Rakowieckiej w Warszawie, to wniosek może być tylko jeden – Attonn odczuwa wspólnotę duchową z tymi ludźmi, którzy stamtąd wyrośli. Nie mam pojęcia, czy sam jest stamtąd, czy na przykład jego ojciec tam pracował, a on chce dobrze myśleć o swoim ojcu? – nie wiem. W każdym razie wspólnotę duchową odczuwa, bo inaczej nie odbierałby tej lektury tak bardzo emocjonalnie – to raz, a dwa – odciąłby się wskazując na inne źródła swojej postawy.PS: Jeśli nie czytałeś „Dwóch ojczyzn, dwóch patriotyzmów”, to gorąco polecam – na stronach Gzety Wyborczej można znaleźć przedruk z tego wydania w „nowej” (Niezależnej Oficyny Wydawniczej), z którego i ja pisałem.

      1. ile razy mam powtarzać, że tego tekstu nie przeczytałem? Czy aby Twoja religia nie zabraniał Ci składać fałszywego świadectwa przeciw innym?

        1. Przeczytałeś na tyle, by powiedzieć jednoznacznie, że to „bzdury” i by być po lekturze tych kilku zdań, które przeczytałeś, dogłębnie rozrdrażnionym.

          1. Tak samo było z Twoją wypowiedzią o przyświecającej gwieździe. Nie musiałem jej czytać całej. Wystarczył początek z gwiazdą, bym wiedział, że piszesz oszczerstwa.Co do domysłów – domysły się rozwiewa. W Twoim przypadku to maniakalne urojenia, bo te „domysły” rozwiewałem ci po kilka razy a Ty dalej maniakalnie twierdziłeś, że jednak „trafiłeś”.

          2. Rozwiewanie wątpliwości polega na tym, że mówi się „nie jest tak, lecz JEST TAK, A TAK”. Jakoś nie mogę sobie przypomnieć, byś kiedykolwiek powiedział, jak jest. Skoro nie powiedziałeś, jak jest, to żadnych wątpliwości w nikim nie rozwiałeś. Dlatego mam prawo twierdzić, że trafiłem w samo sedno.

        2. Pytałem przy tym, co konkretnie Ciebie rozdrażniło – mogłeś odpowiedzieć, jeśli nie chciałeś zostawiać tego moim domysłom.

      2. > W pierwszych słowach powiem wprost, choć Ty wprost nie> spytałeś – nie mam Ciebie na myśli. Nie sądziłem nawet, że to o mnie by mogło chodzić.> to wniosek> może być tylko jeden – Attonn odczuwa wspólnotę duchową z> tymi ludźmi, którzy stamtąd wyrośli. Nie mam pojęcia, czy> sam jest stamtąd, czy na przykład jego ojciec tam> pracował, a on chce dobrze myśleć o swoim ojcu? – nie> wiem. W każdym razie wspólnotę duchową odczuwa, bo inaczej> nie odbierałby tej lektury tak bardzo emocjonalnie – to> raz, a dwa – odciąłby się wskazując na inne źródła swojej> postawy.Odczuwanie wspólnoty duchowej – cokolwiek to ma oznaczać – to jedno, a bycie wyszkolonym profesjonalistą to drugie. Z tego akapitu wywnioskowałem, jakbyś stwierdzał – nie przypuszczał, że Attonn to wyszkolony, aktualny emeryt, były SB-ek. Przyczyn jego stosunku do tego tekstu (który nie jest mi znany, bo nie uczestniczyłem w Waszej rozmowie na początku) może być wiele – wnioskowanie, że to ma związek akurat z tym, moim zdaniem ma charakter demagogiczny… Nie chcę sprowadzać temat do jego osoby, ale będąc tym, kim go określasz, musiałby być masochistą, żeby „promować” poglądy liberalne, i odżegnywać się od socjalistycznych…> PS: Jeśli nie czytałeś „Dwóch ojczyzn, dwóch> patriotyzmów”, to gorąco polecam – na stronach Gzety> Wyborczej można znaleźć przedruk z tego wydania w „nowej”> (Niezależnej Oficyny Wydawniczej), z którego i ja pisałem.OK, poszukam. Czy tekst na Twoim blogu to jakaś większa część całości czy tylko mały wycinek?Pozdrawiam

        1. Na moim blogu jest tylko wstęp – naprawdę gorąco zachęcam do tej lektury. Skoro ja katolik zachęcam do lektury masona, to sam się domyślasz, że jest to tekst, który uważam, że powinien należeć do podstawowego kanonu lektur każdego Polaka. No a przy okazji Tobie tez wiele da do myślenia reakcja Ateisty na tę lekturę.

          1. Poszukam, i jak przeczytam to dam znać.A to, że był masonem, to co z tego? A priori powinieneś się z nim nie zgadzać, czy jak? 🙂 bo myślałem, że jeśli ja się np. zgadzam z Hołownią, to dlatego, że w danej kwestii myślimy podobnie, a nie pomimo tego, że jest osobą wybitnie wierzącą 🙂

          2. Wystarczy wrzucić w google tytuł i wyskoczy Ci strona Gazety Wyborczej.

          3. A czy gorąco polecasz jakiś tekst Hołowni, o którym mówisz, że wszyscy powinni go przeczytać? Podejrzewam, że nie. Czym innym jest postawa, która nakazuje nie odrzucać z góry czyiś poglądów, a czym innym propagowanie poglądów, które wyrastają z innych źródeł światopoglądowych.

      3. Leszku, kiedy przeczytałam całość tekstu „Dwa patriotyzmy” domyśliłam się, że Attonn nie czytał. Bo J.J. Lipski odcina się nie tylko od patriotyzmu „Moczarów” ale także od patriotyzmu ONR-u i wszystkich takich zachowań jak dzisiaj prezentuje chociażby środowisko „Naszego Dziennika”. Wątpię czy reszta dyskutantów też się tego doczytała. Przepraszam, że nie odpowiedziałam wcześniej (znowu technika i czas nie pozwoliły) ale podejrzewam, że gdyby Attonn zadał sobie tyle trudu żeby posiedzieć nad testem źródłowym, a nie tylko Twoją notką, to nie pisałby o „steku bzdur”. Podejrzewam też, że to co było w dalszych fragmentach „patriotyzmów” wcale nie spodobałoby się Basi (choćby dużo ciepłych słów pod adresem Niemców i Rosjan). A tak każdy obiera sobie kilka zdań które światopoglądowo pasują i wypowiada wojenkę.

        1. Jak normalnie wygląda przeglądanie jakieś lektury? Zazwyczaj czyta się wstęp i zakończenie no i może kilka stron po środku. Najprawdopodobniej Ateistę rozsierdziło jakieś zdanie z zakończenia i już więcej nie czytał. Które? – do tego pewnie się nie przyzna; widząc jego reakcję, szukałem zdań, które mogły go rozsierdzić – jedyne zdania, które mogły go rozjuszyć, to te, które wcześniej cytowałem. (stąd zresztą te moje podejrzenia)

    2. A jeśli chodzi o „wygrywanie”, to fakt pozostaje faktem, że przynjamniej przez jakiś czas przestał męczyć czytelników ks. Tomasza. Ja przecież nie chcę niczego „wygrywać” – mnie zależy jedynie na tym, by Attonn odpuścił sobie nachodzenie blogów katolickich.

    3. Leszek obrał sobie specyficzną taktykę przekonywania. Nie przekonuje argumentami tylko oszczerstwami mającymi zdyskredytować osobę. Tutaj ze mnie zrobił wyszkolonego „profesjonalistę”, wcześniej wmawiał, ze przyświeca mi czerwona gwiazda, jeszcze gdzie indziej czepia się, że zdenerwował mnie tekst (którego nawet nie przeczytałem bo po przejrzeniu kilku zdań stwierdziłem, że zbyt szybko wieje z niego propagandą, by się nim zajmować) bo pewnie jestem świadom, że mówi o mnie prawdę.Jakiś rok temu było podobnie.wmawiał, że naśmiewam się z czyjegoś wykształcenia – choć jakie wykształcenie miała ta osoba nawet nie miałem pojęcia i przyklejał mi podobne rzeczy jak tu. Uważaj – kto wie kogo jutro zrobi z Ciebie.

      1. Attonnie, to bardzo ciekawe, że przeczytanie kilku zdań Jana Józefa Lipskiego tak bardzo Ciebie rozdrażniło. Wtedy ten tekst określiłeś mianem „bzdury”, teraz piszesz „propaganda”. O czym pisał Jan Józef? – o tym, że nie czuje wspólnoty z tymi, którzy z ulicy Rakowieckiej kreują obraz ojczyzny i polskiego patriotyzmu; jego ojczyzna i jego poczucie patriotyzmu jest inne i że on ma prawo do tego swojego obrazu. Mało, że każdy przyzwoity człowiek odetnie się od tamtego obrazu! Ty o tym wszystkim mówisz „bzdury” i „propaganda” – tym samym sam ustawiasz się po stronie tych, przeciw którym tekst został napisany. Nic o Tobie nie wiem, nie wiem, czy Ty tam pracowałeś (Duch Święty takich rzeczy nie mówi – to są tylko moje domysły)? A może pracował tam Twój ojciec, czy Twój syn, z którego (ojca, czy syna) Ty jesteś dumny i teraz Ty chcesz kontynuować jego dzieło? – nie mam pojęcia. Wiem jedynie, że czujesz z nimi wspólnotę duchową.

        1. > Wiem jedynie, że czujesz z nimi wspólnotę duchową. No i po co mnie o cokolwiek pytasz, skoro choćbym nie wiem ile napisał, to Ty i tak wiesz lepiej z kim czuję wspólnota duchową?To co piszesz mogę teraz skomentować już w jeden, jedyny sposób – oszczercą i manipulatorem.

          1. Cały czas daję Ci szansę przedstawienia swoje wersji, ale Ty nie masz co przedstawić – widać trafiam w samo sedno!

          2. Oczywiście – trafiłeś. W następnym wpisie napisz dlaczego sam jesteś nazistą i kiedy przestaniesz molestować dzieci. 🙂

          3. Z tym molestowaniem rzeczywiście jest coś na rzeczy – przed laty na swój obóz (harcerzy starszych) przyjąłem z własnym wychowawcą grupę dzieci z ośrodka z ulicy Brzeskiej (ponieważ z Warszawy chyba nie jesteś, to Ci powiem, że jest to ulica z tyłu bazaru Rożyckiego – ulica o najgorszej sławie, żadna jej nie dorównywała). Wychowawcą, który wyjechał z tymi dziećmi na obóz, nie był Andrzej Samson, ale twórcą ośrodka i jego szefem był właśnie on.

      2. Wiesz, nie chcę wchodzić w Wasz spór, bo nie jestem jego uczestnikiem, nie śledzę go od początku, a zapewne wiesz, że argumenty słyszane z jednej strony zawsze brzmią przekonująco, niezależnie czy są prawdziwe czy nie. Napisałem odnośnie do tego fragmentu, bo był dla mnie niejasny, a jednak miał przekazywać jakąś treść…A co do mojej osoby – mam o tyle lepiej, że nikt nie może mi przypisać, że kiedyś stałem tam gdzie ZOMO. To, kogo ze mnie zrobi ta czy inna osoba, to już nie mój problem – niech ona się głowi jak udowodnić, że jestem wielbłądem. To może być nawet ciekawe.Pozdrawiam

        1. Adku, jeszcze raz by było jednoznacznie – ja nie prowadzę sporu z Attonnem; mnie zależy jedynie na tym, by nie wyżywał się na ludziach, którzy wypowiadają się na blogach katolickich – i dlatego odzywałem się ostatnio na blogu ks. Tomasza. Chcę, by następnym razem zanim zacznie kogoś zaczepiać, zastanowił się nad tym, czy warto, bo a nuż za chwilę ja go zdemaskuję – pokażę jego kłamstwa, pokażę sprzeczności w tym co mówi? Ateista jest odporny na wszystko, więc zawsze wróci – jednak po takiej wymianie zdań przynajmniej przez dzień jest z nim spokój. Z kolei poprzez ten cykl chcę również innych nauczyć, jak z nim należy prowadzić dyskusję. Problem tym większy, że tak, jak choćby napisała o tym Alba liczba agresywnie zachowujących się ateistów rośnie.

          1. > Chcę, by następnym razem zanim zacznie kogoś> zaczepiać, zastanowił się nad tym, czy warto, bo a nuż za> chwilę ja go zdemaskuję – pokażę jego kłamstwa, pokażę> sprzeczności w tym co mówi?Zdajesz sobie sprawę, że zapewne on tak postrzega również Ciebie? O to mi chodziło gdy mówiłem, że każdy z Was uważa, że wygrywa – „ja piszę zgodnie z logiką, ten drugi sam sobie przeczy”. Poza tym – jako komentator ma prawo „zaczepiać” piszących blogi bądź innych komentatorów, tak samo jak on jest „zaczepiany” przez komentujących na jego blogu.> Problem tym większy, że tak,> jak choćby napisała o tym Alba liczba agresywnie> zachowujących się ateistów rośnie.Liczba agresywnie zachowujących się wierzących też rośnie. Choć właściwie to powinienem powiedzieć, że ilość jednych i drugich jest stała – mogą się zmieniać nicki, przybywać jednych i ubywać drugich. A ci „wierzący” posługują się nadinterpretowanym argumentem, że stanowią większość, więc ich agresja jest usprawiedliwiona… A agresja rodzi agresję i obie grupy jedynie wzajemnie się w niej nakręcają…

          2. Ja na blogach ateistycznych nie bywam i nikogo nie zaczepiam, więc nawet jeśli takie zjawisko istnieje (nie wiem, bo nie bywam), to mnie to nie dotyczy. Zdecydowanie nie ma tu symetrii! Nie potrafię też sobie wyobrazić tego, by Biedronka gdziekolwiek zaczepiała Ateistę – a więc to, co on robi, to nie jest obrona – to jest atak!

          3. > Ja na blogach ateistycznych nie bywam i nikogo nie> zaczepiam, więc nawet jeśli takie zjawisko istnieje (nie> wiem, bo nie bywam), to mnie to nie dotyczy. Zdecydowanie> nie ma tu symetrii! W tym wypadku nie ma to wiele do rzeczy – udowadniasz bowiem nie tyle, że „nie powinien wchodzić na blogi katolików”, ale że „nie umie prowadzić dyskusji” (streszczam to stanowisko do minimum) i w tym względzie on może patrzeć tak samo – „nie umiesz prowadzić dyskusji”. > Nie potrafię też sobie wyobrazić tego,> by Biedronka gdziekolwiek zaczepiała Ateistę – a więc to,> co on robi, to nie jest obrona – to jest atak!Z tego co zauważyłem nie są to ataki stricte na osobę – tylko na osobę mającą określone poglądy i posługującą się danym tokiem myślowym i odnoszą się do czegoś – do poglądu zawartego w notce albo komentarzu. Nikt nie ma obowiązku zapoznania się z adresatem swojej wypowiedzi, po prostu komentuje się daną treść – i ma się do tego prawo. A na tematy polityki albo religii każdy komentarz wydaje się agresywny…

          4. Oczywiście, ze chodzi o zachowanie Ateisty na blogach katolickich; gdyby umiał się zachować, gospodarze by go nie wypraszali (kiedyś Basia go wypraszała, teraz wyprosił ks. Tomasz), a przeciwnie – chętnie byłby widziany (szczególnie na blogu ks. Tomasza jest bardzo dużo osób dopiero poszukujących). Ataki Ateisty są bardzo luźno związane z czyjąś wypowiedzią – jemu zależy tylko na tym, by rozrabiać i szuka bylejakiego pretekstu do rozpoczęcia swojego ataku.

          5. Oczywiście, ze chodzi o zachowanie Ateisty na blogach katolickich; gdyby umiał się zachować, gospodarze by go nie wypraszali (kiedyś Basia go wypraszała, teraz wyprosił ks. Tomasz), a przeciwnie – chętnie byłby widziany (szczególnie na blogu ks. Tomasza jest bardzo dużo osób dopiero poszukujących). Ataki Ateisty są bardzo luźno związane z czyjąś wypowiedzią – jemu zależy tylko na tym, by rozrabiać i szuka bylejakiego pretekstu do rozpoczęcia swojego ataku.

        2. A jeszcze jedno – w całym tym cyklu przedstawiałem kompletny przebieg polemiki – zarówno swoje wypowiedzi, jak i Attonna. Tak więc TO NIE JEST RELACJA JEDNOSTRONNA. Właśnie nie chciałem wyrzucać połowy wypowiedzi (choć same notki nic by na tym nie straciły), by nie być oskarżonym o manipulowanie wypowiedziami. Wszystkie wątki kończyły się moimi wypowiedziami nie dlatego, że dyskusję urywałem na swoich wypowiedziach, lecz dlatego, że Attonn nie miał co odpowiedzieć. Wszystkie notki pisałem jednego dnia i przedstawiają stan dyskusji zgodny z datą mojej pierwszej notki, tj 22 maja, gdy sama dyskusja zakończyła się 19 maja, a więc kilka dni wcześniej.

  4. Leszku! Chylę czoła za kilka poprzednich notek i pozdrawiam!

    1. Agato, to to celne w tym, co napisałem, to myśli, które podsunął mi Duch Święty. Pytanie na ile ja Mu przeszkadzam – bo przecież obawiam się, że coś tam dorzucam od siebie:( Niestety dorzucam, skoro Attonn jest tak odporny i cały czas nachodzi ks. Tomasza.

      1. Leszku – jeśli ktoś ma obsesję na jakimś punkcie to tak łatwo się go nie pozbędziesz. Niestety, to wymaga leczenia, sama polemika niczego nie zmieni; bo jest jakby się rzucało „grochem o ścianę”

        1. Leszku z góry przepraszam, że rzadziej będę zaglądać; wyjeżdżam do wnuczki, a przy niej będę mieć mniej czasu na blogowanie. pozdrawiam

        2. Ale nikt nie lubi, jak się go obnaża – jak się pokazuje jego kłamstwa, jak się pokazuje, że mówi on co innego, a co innego kieruje jego postępowaniem, a na dodatek, jak się jest kimś, przekonanym o swojej wyższości, nie lubi się, jak pokazuje ograniczenia jego umysłu..

  5. Wzruszyła mnie zwłaszcza ta końcowa prośba „o zejście z jego cennej osoby” – która wyszła spod palców Człowieka, który nieomal „zawodowo” (zawsze zachodziłam w głowę, skąd on ma na to wszystko aż tyle czasu – czyżby to było jego JEDYNE zajęcie?) „wchodzi” na innych ludzi – i to czasem dość agresywnie (mnie np. napisał,że mam „obsesję” na tle tego, że jestem żoną eksa – kiedy to po prostu część mego życia, od której nie mogę uciec…). 🙂 Ateiście rosną już zresztą godni konkurenci – niejaka Maria 221 – ostatnio zresztą dziwnie „lansowana” przez Onet (zajrzyj na stronę główną) specjalizuje się w tekstach niemal równie antykatolickich, jak Ateista. Oczywiście sprowadza to na nią równie agresywne odpowiedzi ze strony niektórych komentatorów – czego naturalnie nie popieram. A to jej daje „argumenty” w stylu: „Ostatni krąg piekieł jest zarezerwowany dla katolików.” I to pisze osoba, uważająca się za nowoczesną i TOLERANCYJNĄ, a przy tym (sic!) absolwentka filozofii. Żal czytać po prostu.

    1. Podejrzewam, że to nie jest konkurencja, a ta sama firma, że wzajemnie będą się wszyscy wspierać. Oczywiście nie wiem, czy Ateista pracował w tej firmie – w każdym razie czuje z nimi wszystkimi wspólnotę duchową, skoro tak alergicznie zareagował na tekst Jana Józefa Lipskiego. Fakt jednak pozostaje faktem, że Ateista vel Attonn, vel Aton ma wyjątkowo dużo czasu – ewidentnie niczym poza blogowaniem się nie zajmuje. Nigdy też nie wspominał, by gdzieś pracował.

  6. Zajrzyj sam (www.maria-donna.blog.onet.pl) a przekonasz się, o czym mówię. Ta dziewczyna (sama określająca się jako „mądra”) żywi więcej uprzedzeń do katolików i katolicyzmu, niż ja do feministek, wojujących ateistów i poligamistów razem wziętych. 🙂

    1. Już mnie ktoś zapraszał na jej blog – o niej wiadomo nawet, że jest w stopniu kapitana.

      1. A ja już mam wyrzuty sumienia, że Ci tak o niej napisałam – może więc nie jestem aż tak bardzo „ziejąca nienawiścią” jak o mnie sądzi Ateista? Ja naprawdę staram się zachowywać szacunek wobec krytyków chrześcijaństwa – ale może to mój błąd, że od filozofki oczekiwałam mniej negatywnych emocji i bardziej wyważonych sądów. To, w jakim ona jest „stopniu” (a co to oznacza? Jest jakąś wojskową?) nie ma tu nic do rzeczy.

        1. Ktoś mnie kiedyś odsyłał do materiałów źródłowych (do których nie chciało mi się jednak pobiec – być może więc coś mylę), że ona pracowała w IV Departamencie w stopniu kapitana. Jest sporo takich młodych emerytów, którym się nudzi – mają mnóstwo czasu, z którym nie mają co zrobić. Robią teraz to, co było ich treścią życia, przynajmniej w takim wymiarze, w jakim mogą to czynić dziś – to nadaje sens ich życiu. No bo co z tego, że mają z czego żyć, skoro czują się nikomu niepotrzebni:(

        2. Nie zachowujesz szacunku – prawie tak często jak „Leszek” masz w zwyczaju przypisywanie komuś słów jakich nie napisał i poglądów jakich nie podziela. Uporczywe zniekształcanie czyichś wypowiedzi i intencji, oszczerstwa – nie mają nic wspólnego z szacunkiem.Oczywiście będziecie ciągle uważać, że to tylko wy szanujecie innych a wasze opluwanie to dążenie „prawdy” i przejaw waszej „miłości”.Ostatnio podałem u siebie przykład człowieka, który ciągle pisał o swojej tolerancji, szacunku itp. – jak wy. Ostatecznie jednak nie wytrzymał i napisał jak bardzo nienawidzi ateistów i nimi gardzi. Kiedy wy odważycie się na szczerość – choćby wobec samych siebie?

          1. Ja nikogo nie nienawidzę ani nikim nie gardzę- trudno mi jednak polubić jednak CIEBIE jako człowieka, a nie Twojego ateizmu!!! Mówiliśmy zresztą o mnie i o moich kłamstwach a Ty natychmiast przenosisz dyskusję na innego, zupełnie mi nieznanego człowieka i stwierdzasz „on jest jak WY” bez podania dowodów, przykładów… Gdybym napisała „wszyscy ateiści to gnoje bez moralności” słusznie zarzuciłbyś mi niesprawiedliwe uogólnienie. Proste prawo logiki (którą jak sądzę uznajesz) mówi, że jeśli choć jeden element zbioru nie spełnia twierdzenia: „Wszystkie…x są…” to twierdzenie to NIE JEST prawdziwe.NIGDZIE nie udowodniono, że zasada ta przestaje obowiązywać, gdy w miejsce „x” podstawisz słowo „katolicy”, ateiści, komuniści, geje – cokolwiek. Ty zaś próbujesz udowodnić,że o ile chodzi o LUDZI których światopoglądu nie tolerujesz, ta zasada nie obowiązuje. Bo „katolików” owszem, uogólniać można a nawet należy. Bo wiadomo,że – to MOJE UOGÓLNIENIE Twoich przekonań (żebyś mi znowu nie napisał, że przypisuję Ci coś czego Ty nigdy – te zindoktrynowane istoty są tak ubezwłasnowolnione, że myślą, czują i postępują WSZYSTKIE w jeden narzucony z góry sposób. To klasyczna strategia „odczłowieczania” wroga. Ty dla mnie jesteś konkretnym człowiekiem, Attonem – a więc staram się (nie napisałam że zawsze mi się udaje – kolejny błąd logiczny, panie profesorze:)) Cię nie ranić. Dla Ciebie natomiast ja nie jestem „Albą” a Leszek nie jest Leszkiem – jesteśmy po prostu KATOLIKAMI, których spokojnie można obarczyć winami wszystkich katolików, którzy kiedykolwiek odnieśli się do ateistów nienawistnie. A jeśli już czegoś nie można dowieść wprost katolikom (jak w przykładzie z chustami i minaretami) wystarczy zręcznie zmienić słowo „katolik” na chrześcijanin lub teista – i wszystko gra…I tyle na temat zasad prowadzenia z Tobą dyskusji.

          2. Dyskusja z ateistą to niczym boksowanie się z wiatrem; on wie swoje i w swoim mniemaniu pozostanie; a nasze słowa spływają po nim niczym woda z deszczu przez rynnę. Nic nie dociera; my swoje, a on swoje. Odwraca kota do góry ogonem i wmawia nam, że tam gdzie ogon to jest głowa; bo jakiś katolik; jakiś to równie dobrze może być urojony;

          3. A co oznacza wg Ciebie „zachowywać szacunek”? Zgadzać się, bez zastrzeżeń, z Twoimi uogólnieniami o zarzutami? Podejrzewam że dla Ciebie byłabym godną szacunku istotą ludzką (a nie „katoliczką” której można wmawiać nienawiść, której ona nie czuje) jedynie gdybym podpisała akt apostazji – tego jednak, pozostając wierna sobie, uczynić nie mogę – a zatem, w Twoim pojęciu, „należy mi się” ta chłosta, którą otrzymuję. Dobrze więc niech i tak będzie… Powinnam się wreszcie nauczyć przyjmować ciosy. Przysięgam na Tego, w którego wierzę, że nigdy więcej nie zakwestionuję niczego, cokolwiek byś napisał. Pozdrawiam z najwyższym szacunkiem.

          4. Ja nie mam dla Ciebie szacunku? A nie pamiętasz, jak napisałem:< Attonie, gratulacje - po raz pierwszy napisałeś coś, co mnie zachwyciło: "Cenzura cechuje tych co się czegoś boją i są świadomi kłamstwa." Bardzo dogłębnie to wyjaśnia, dlaczego na każde moje pytanie dotyczące Twojej osoby odpowiadasz (czy to tu, czy u mnie na blogu) "Odpowiedź taka sama jak w przypadku moich korzeni." (dla tych, którzy nie śledzili naszej dyskusji przypominam, iż odpowiedź była taka: "Co Cię to obchodzi? Możesz zejść z mojej osoby?") Jeszcze raz powtórzę to Twoje zdanie "Cenzura cechuje tych co się czegoś boją i są świadomi kłamstwa." >

  7. Witam,Nie wierzę w Boga. Uważam, że go nie ma i jestem tego pewien. Takie dyskusje i kłótnie są bezsensowne. Szanuje katolików jednak denerwują mnie niektóre poglądy na sprawy związane z życiem. Na pewno nie ma znaczenia ani wpływu to czy ktoś jest ateista, czy katolikiem na moralność. Jest wiele ateistów, którzy są dobrzy. Dla niektórych ludzi religia jest potrzebna. Ludzie często wymyślają nieprawdziwe rzeczy jeśli czegoś nie wiedzą. Jeśli nie mają tej świadomości i są przekonani o istnieniu Boga nic do tego nie mam. Uważam jednak, że ich umysły stwarzają zasłonę iluzji. Gdyby ktoś nie wiedział, że ziemia jest okrągła, do dziś twierdził by że jest płaska. Bo skąd mógłby zobaczyć, że jest okrągła.

    1. Macieju każdy stereotyp świadczy jedynie o ciasnocie umysłu – również ten, że tylko ludzie niewierzący są ludźmi rozumnymi. Więc takich argumentów nie używaj. Natomiast istotą tej notki nie jest przekonywanie niewierzących do tego, by zaczęli wierzyć – problem dotyczy tych ateistów (wyraźnie podkreślam – zaledwie części ateistów), którzy są walczącymi ateistami i chodzą po blogach katolickich, gdzie ubliżają osobom tam się wypowiadającym (nade wszystko księżom) i robią wszystko, by na tych blogach nie mogła się odbywać normalna wymiana myśli. Właśnie blog ks. Tomasza jest takim, na który przychodzi wiele osób dopiero poszukujących i pewnie dlatego jest tak mocno atakowany.

      1. Świadczy o tym, że kiedyś ludzie myśleli inaczej, bo nie mieli wiedzy. A gdy poznali prawdę to nie mogli jej zaakceptować. Prawda wychodziła poza granice ich pojmowania. Podobnie jest z wiarą. Ludzie nie potrafią sobie wyobrazić dlaczego mogło by nie być Boga. Ja nie atakuję nikogo piszącego blogi, choć czasami denerwują mnie niektóre poglądy.

        1. Ależ widzę, że nie atakujesz – dlatego wyjaśniłem Ci, skąd ten cykl notek. I zapraszam do lektury – może niektóre nasze poglądy, które dziś Ciebie denerwują, staną się bardziej zrozumiałe i nie będą już tak denerwować.

Możliwość komentowania została wyłączona.