Zamiast pożegnania

Na kolejnym blogu się okazało, że piszę tak, iż nie da się mnie zrozumieć – mnie się wydaje, że piszę jasno i prosto, a okazuje się, że tylko mi się tak wydaje. Odpowiadając na pytanie autorki:
Dlaczego radość z dokonanego odkrycia lub z wynalezienia/stworzenia czegoś nowego miałaby przygasnąć na wiadomość, że ktoś już tego dokonał?
napisałem:
Ale bywa też całkiem na odwrót. Najpierw wydawało mi się, że wszyscy wierzący uważają, że jedynym źródłem miłości jest Bóg i że to obejmuje również uczucie miłości. Później było tak, że myślałem, iż na całym świecie jest nas dwóch, którzy tak myślą – Michel Quist i ja. Ale gdy ks. Zygmunt Malacki ściągnął go do Polski, bym mógł osobiście zadać mu to pytanie i okazało się, że on jednak nie podziela tego zdania, to wyszło na to, że w tym sensie, o którym tu piszesz, jestem odkrywcą. Ale jednak we mnie nie było żadnej radości – przeciwnie, smutek, że nikt nie podziela mojego zdania (przy czym akurat na ten dzień, w którym zadawałem to pytanie, przypadło czytanie, które legło u podstaw mojego rozumowania, więc mimo, iż okazało się, że to tylko ja tak myślę, wcale się nie wycofałem ze swojego spojrzenia).
Gdyby wtedy, gdy zadawałem to pytanie, okazało się, że Michel Quist myśli tak samo, dopiero wtedy bym się ucieszył (a tak, to było mi tylko przyjemnie, że gdy je zadałem, uśmiechnął się – widać było, że na nie czeka).
Sądziłem, że napisałem to prosto i czytelnie, ale już pierwsze zdanie odpowiedzi brzmiało: 
Nie bardzo rozumiem.
i rzeczywiście autorka bloga pisała takie rzeczy, że było widać, iż nie zrozumiała. Dalsze wyjaśnienia nie były już tak istotne, skoro w ogóle musiały być! Ostatecznie gospodyni podsumowała to tak (w rozmowie z osobą, z którą znała się osobiście):
Rozróżnienie między rozumieniem a zgadzaniem się jest bardzo ważne. Ludzie nie muszą się we wszystkim (czy w czymkolwiek) zgadzać, ale jeśli się nie rozumieją, to kontakt wzajemny jest bardzo trudny.
a chwilę później:
Ale co zrobić w przypadku, gdy naprawdę nie jest się w stanie z kimś zrozumieć, mimo dobrej woli i starań z obu stron? Bo obie strony rozmawiają ze sobą jakby w różnych językach? O pogłębionej relacji wzajemnej nie ma mowy, więc wypada poprzestać na kontaktach koniecznych – pod osłoną życzliwości wzajemnej i świadomości istnienia tej niemożności porozumienia. 
Pod osłoną życzliwości – to zwrot, który dobrze wyjaśnia dalsze wypowiedzi skierowane do mnie, przy jednoczesnym utwierdzaniem się trzech głównych osób z tego bloga o wzajemnym rozumieniu się. I to rzeczywiście jest tak – język, którego inni nie rozumieją, przekreśla jakikolwiek sens wypowiadania się.
Jeśli piszę o niczym, to nie ma problemu; gdy jednak piszę o czymś, co jest dla mnie ważne (ba – co dotyka sensu mego życia), to zaczynam żałować, że się odezwałem – bo jakie to ma znaczenie, iż czasami świadomość bycia odkrywcą radości nie przynosi? A to niezrozumienie w takich okolicznościach jest raniące i nie ma się wówczas najmniejszej ochoty na tłumaczenia i wyjaśnienia. 
Za dużo tych przypadków, gdy się okazuje, że inni w ogóle nie rozumieją tego, co piszę! W końcu jeśli rzeczywiście miałem napisać to wszystko, co o miłości napisałem, to przecież nic więcej nie mam już do dodania. To, co napisałem, samo powinno się obronić. Skoro piszę teraz tak, że to, co napiszę, wymaga dodatkowych wyjaśnień, to tylko szkodzę temu, co napisałem wcześniej. 
Jeśli zaś to wszystko, co pisałem o miłości, to tylko moje chore myśli, to tym bardziej pora najwyższa, bym wreszcie zamilkł. 
Bloga praktycznie zamknąłem przed dwoma miesiącami, ale dziś widzę, że nie powinienem się także wypowiadać u innych – niepotrzebnie się odzywałem u Siostry (co tu wywołało dyskusję) i niepotrzebnie teraz… Blog, na którym teraz się odezwałem, to bardzo dobry blog i świadomie nie podaję jego nazwy, by czasem ktoś moich słów nie odczytał, jako oskarżenia – problem jest ze mną i to ja powinienem wreszcie zamilknąć (bo rzeczywiście piszę tak, że mnie się nie da zrozumieć).

32 odpowiedzi na “Zamiast pożegnania”

    1. Leszku podobno; „mądrej głowie dość dwie słowie”. Po co więc tłumaczysz się ze swych komentarzy? Można ograniczyć się do stwierdzeń, zaś objaśnienie może jedynie zagmatwać temat; kojarzy mi się z cytatem z Biblii; „Odparł Piłat: „Kto chce zrozumie, a kto nie chce, to choćbyś napisał elaborat – nie zrozumie. Twoje olśnienie co do jakiegoś stwierdzenia, nie znaczy że ma u wszystkich wywołać zachwyt by zaraz zawołali; „Eureka” [okrzyk rzekomo wydany przez Archimedesa]. Twój problem polega chyba na tym, że oczekujesz aby inni podążali tym samym tokiem myślenia, co Ty oraz nadawali i odbierali wyłącznie na Twoich falach. Każdy ma swoje problemy i swoje fobie;pozdrawiam

    2. P.S. jakoś w komentarzu nie wyświetliło się to, co odparł Piłat; „Com napisał, napisałem”.

    3. Basiu, autorka bloga bardzo mądrze napisała:Rozróżnienie między rozumieniem a zgadzaniem się jest bardzo ważne. Ludzie nie muszą się we wszystkim (czy w czymkolwiek) zgadzać, ale jeśli się nie rozumieją, to kontakt wzajemny jest bardzo trudny. i równie mądrze skomentowała to w kolejnym komentarzu (który również zacytowałem w notce). Jeśli bym zmuszał innych do przyjęcia moich poglądów, to popełniałbym zasadniczy błąd. Jeśli jednak widząc, że ktoś nie rozumie mojej myśli, nie próbowałbym tłumaczyć, to ten błąd byłby równie wielki. A tymczasem nie potrafię wytłumaczyć, a jednocześnie nie mam już sił, by w ogóle próbować tłumaczyć.Dlatego jedyny sensowny wniosek jest taki, by zaniechać komentowania również u innych (co zresztą wczoraj od razu złamałem u Alby – i wiem, że miałem rację, ale nie wiem, czy dobrze zrobiłem się odzywając (choć akurat wtedy zapanował we mnie niesamowity pokój)). Jedyne co na pewno mogę robić (i powinienem wręcz), to publikować świadectwo Anny (choć poza Tobą Basiu nikt tam nie zagląda).

    4. Leszku- a ja mam inny problem; coś się pokićkało w necie bowiem od pewnego czasu przy pisaniu nowej notki nie mogę swego bloga odpowiednio moderować; brak możliwości robienia odstępów pomiędzy treściami [wersami];masz tego przykład w ostatniej notce; gdzie wyraz „P.S”. przywarł do treści i nie chce się obniżyć w dół po opublikowaniu zaś przy pisaniu widnieje „bolszoj” odstęp; brak możliwości wstawienia obrazka [ani wstaw ani kopiuj i wklej nie działa]; brak możliwości zmiany koloru treści; wkurzyłam się na te zmiany; pozdrawiam

  1. Mnie jest bardzo zal. Z wielu rzeczami o ktoroch piszesz zgadzam sie, nauczylesz mnie myslec troche inaczej. Bardzo mnie pomoglesz swoim pisaniem, brakuje mnie nowych notek i ciesze sie jak czytam Twe komentarzy. jednym slowem – nie znikaj Leszku

    1. Nelu, bardzo to miłe, co piszesz, ale sama widziałaś (bo wiem, że zaglądałaś do mnie, choć nie komentowałaś), co ostatnio się u mnie działo – ciągle byłem opacznie rozumiany. A to naprawdę jest tak, jak to cytowałem, że czym innym jest takie same myślenie, a czym innym zrozumienie – myślenia nie możemy nikomu narzucać, ale bez zrozumienia przez innych pisanie traci jakikolwiek sens. Niczego nowego nie piszę (niczego, czego wcześniej był już nie pisał), a skoro teraz swym pisaniem budzę niechęć do tego, co piszę, to widać moja rola już wygasła. Są tamte teksty – i na pewno to one są o wiele bardziej dopracowane (np. każdy z listów, które weszły do Listów… najpierw układałem w pamięci. Pracowałem wtedy w firmie polonijnej i wzorem zachodnim mieliśmy godzinną przerwę na lunch. A że firma była w szczerym polu (całkiem dosłownie – wokół były uprawy rolne), to miałem stałą trasę spaceru – chodziłem sam i na głos recytowałem z pamięci cały list. I dopiero, gdy te recytacje były powtarzalne, z dobranym każdym słowem (a nawet każdym przecinkiem) – dopiero wtedy siadałem przy klawiaturze i zapisywałem list na dysku. Z żadnym innym tekstem tak nie pracowałem. Gdy więc to, co piszę dziś budzi taki opór, to może bieżącym pisaniem nie powinienem przykrywać tego, co pisałem wtedy…Nie wiem, czy tamte teksty przetrwają – przypuszczam, że nie (szczególnie, że nie żyją już ci, dzięki którym to moje pisanie trafiło nie tylko do kilku najbliższych mi osób – nie żyje ks. prał. Zygmunt Malacki, nie żyje ks. Prymas Józef kard. Glemp) – wtedy był inny czas i inne pisanie było potrzebne. Swoją rolę wypełniłem (choć nie za bardzo wiem, na czym ta rola polegała). Najbardziej spektakularne było to, jak kilkaset tysięcy pielgrzymów podpisało się pod apelem do Papieża o zniesienie obowiązkowego celibatu, gdy ja w jednym z listów napisałem, że chciałbym być pierwszym katolickim żonatym księdzem. W ogóle się nie spodziewałem takiej akcji (a wiem o niej tylko dzięki radiu BBC), ale dziś to już nie czas nie tylko na moje pisanie, ale też nie czas na takie akcje…Nelu, tak całkiem nie znikam – bo cały czas dbam o świadków. Co prawda tam nie dodaję teraz (kiedyś dodawałem) ani słowa komentarza, ale może do tych komentarzy wrócę?

    2. LESZKU- problem tkwi albo w Twoim myśleniu albo w Twoim wypowiadaniu myśli; bo jak można napisać; „Najpierw wydawało mi się, że WSZYSCY wierzący uważają, że jedynym źródłem miłości jest Bóg i że to obejmuje również uczucie miłości. Później było tak, że myślałem, iż na całym świecie jest NAS DWóCH…”co to za egoistyczne myślenie? tu pojawia się dylemat; rozważać Twoje myślenie czy rozważać temat ?Moim zdaniem; Twój problem polega na czym innym; dyskusję z Tobą rozbierasz na czynniki pierwsze i tkwisz w tym po uszy; jakby od tego zależało „być albo nie być”. Wałkujesz polemikę z Tobą tak długo, że aż skojarzyło mi się to z piosenką o 3 krasnalach;”gdy rodzinka w głos płakała, żona- jędza jeszcze trumnę wałkowała”. Po co takie triki;”zamiast podsumowania”; potem „zamiast pożegnania”, czy to tylko pretekst aby nas zwodzić i czarować? Moim zdaniem -szukasz pretekstu aby znowu ciągnąć temat i znowu tłumaczyć się…Chłopie weź się w garść; masz prawo do swego zdania i do jego wyrażania; blog to miejsce publikacji tego zdania, nie tylko Twego, zatem rozdzieranie szat z tego powodu, że Twoje zdanie i Twój punkt widzenia jest inny od wypowiedzi pozostałych osób nie oznacza końca świata; pozdrawiam

    3. Basiu, właśnie dajesz przykład kompletnego niezrozumienia tego, co napisałem. Jaki egoizm? O czym Ty w ogóle mówisz? Co z egoizmem ma wspólnego przekonanie, że wszyscy wierzący o czymś myślą tak, a nie inaczej, lub jaki, gdy okazuje się, że nikt tak nie myśli? Podałem przykład konkretnych faktów ze swojego życia, gdy okazało się, że dostrzegłem coś, czego inni przede mną nie dostrzegli. Pytania notki sugerowały, że to powinno wywołać we mnie radość – ale to odkrycie wcale mi jej nie przyniosło – i tylko o tym pisałem, bo TEGO WŁAśNIE DOTYCZYŁO PYTANIE zadawane czytelnikom.No ale rzeczywiście mówię tak, że nikt mnie nie rozumie i dlatego milknę.Najpierw zamknąłem bloga (właśnie notką “zamiast podsumowania”), a gdy po dwóch miesiącach od zamknięcia okazało się, że to za mało, to zapowiedziałem, że nie będę też już pisał u innych – bo to też doprowadza do takich sytuacji, jak ta teraz, że moje pisanie jedynie innych drażni.

    4. LESZKU – jakie odkrycie? co Ty możesz wiedzieć o tym, co myślą WSZYSCY WIERZĄCY? nie pojmujesz, że czyniąc się takie generalizowanie przy którym Ty czynisz siebie wyjątkiem, stawia Ciebie w złym świetle? dlaczego chcesz być indywidualnością i wyjątkowym? Leszku- jakie to ma znaczenie -czy będziesz pisał czy nie będziesz pisał bloga oraz komentarzy u innych? ile „wirtualnych przyjaciół” odeszło z mojego bloga i co? tłumaczyli się z tego? NIE! zniknęli i u mnie się nie pojawiają. Mam z tego powodu się zapłakać?Ty czyń swoją powinność-czyli to, co dyktuje Ci sumienie i serce. Masz prawo do swego zdania i swej opinii- bez względu na to-czy kto ją podziela czy nie. Blog to wymiana zdań i poglądów, a nie zawieranie kółek wzajemnej adoracji. Nigdy nie przewidzisz – kiedy i kto skorzysta z Twej opinii i Twoich refleksji, bo to nie Ty będziesz o tym decydował; pozdrawiam .

    5. Basiu, poprzednio napisałaś tu pojawia się dylemat; rozważać Twoje myślenie czy rozważać temat ?”Jaki dylemat? Co Ty wymyślasz? – jaki byłby sens rozpoczynania przez Ciebie dyskusji, czy ja dobrze te sprawy widzę, czy fałszywie? Jeszcze raz przypomnę pytanie autorki bloga:Dlaczego radość z dokonanego odkrycia lub z wynalezienia/stworzenia czegoś nowego miałaby przygasnąć na wiadomość, że ktoś już tego dokonał?Moją intencją było pokazanie, że czasami bywa, iż dla naszego samopoczucia lepiej jest, gdy nie mamy świadomości tego, że jesteśmy w czymś pierwsi. W gruncie rzeczy tym przykładem pokazałem, że od radości bycia pierwszym, istotniejsza jest pewność rozpoznania prawdy. Dokładnie o tym świadczył ten przykład i tylko o tym – i to o tym było warto rozmawiać. Rozmowa o tym, czy mam rację w swoim spojrzeniu, czy jej nie mam, jest w ogóle od czapy – przecież sam zaznaczyłem, że okazało się, iż to tylko ja tak myślę – a więc wiem dobrze, że inni się z tym nie zgadzają. A to czy się zgadzają, czy nie, ma się zupełnie nijak do pytania autorki bloga! – ważne jest tylko, że subiektywnie miałem prawo czuć się jak odkrywca, a jednak tej radości we mnie nie było. To, czy mam rację, czy jej nie mam, nie ma nic do rzeczy.To już zdecydowanie sensowniejsze było zastrzeżenie autorki bloga, że niby skąd ja mam wiedzieć, że nikt tak nie myśli, jak ja – ten kierunek myślenia również uważam za jałowy, bo ani na krok nie przybliża nas do odpowiedzi na zadane przez nią pytanie, ale o tyle sensowne, bo jest to pytanie o to, czy taki przypadek może w ogóle być uwzględniany przy szukaniu odpowiedzi na postawione pytanie (po chwilowym namyśle szybko dojdziemy jednak do wniosku, że jak najbardziej może, bo skoro mówimy o osobistej radości, to siłą rzeczy całe zagadnienie ustawiamy po stronie subiektywnych odczuć).Z kolei w tej wypowiedzi wytaczasz przeciwko mnie najcięższe działa – dlaczego chcesz być indywidualnością i wyjątkowym?, …Ty czynisz siebie wyjątkiem, [co] stawia Ciebie w złym świetle…Basiu po pierwsze każdy jest jeden, jedyny i niepowtarzalny – ja również. A więc każdy jest wyjątkiem – ja również. Kiedy wyjątkowość ma prawo innych drażnić?Taka komunistyczna urawniłowka nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla niechęci do tych, którzy są wyjątkowi (bo wszyscy jesteśmy wyjątkowi i nie powinniśmy być jak spod jednej sztancy). Niechęć jest usprawiedliwiona tylko wówczas, gdy ktoś z powodu swojej wyjątkowości czuje się lepszy od innych. Na tej zasadzie każdy mógłby czuć się lepszy, bo każdy jest wyjątkowy (każdy w innej sprawie, ale każdy)!Czy ja okazuję jakąkolwiek wyższość? – pokazuję jedynie wyjątkowość pewnych spraw: bo to rzeczywiście tak było, że ks. Zygmunt Malacki ściągnął do Polski Michela Quista wtedy, gdy już uważałem, że to tylko my dwaj tak patrzymy na to, kto jest źródłem uczucia miłości (czyli gdy dostrzegłem, że inni albo się nie wypowiadają, albo mówią jednoznacznie, że nie On). To rzeczywiście wyjątkowa sytuacja, gdy ktoś taki, jak Michel Quist przyjeżdża do Polski po to, by powiedzieć mi, że on myśli inaczej niż ja. No ale takie są fakty (w Warszawie był w św. Annie, gdzie rektorem był właśnie ks. Zygmunt Malacki oraz był w DA na Rakowieckiej, gdzie mój wcześniejszy animator ze św. Anny wstąpił do jezuitów – i tylko w tych dwóch miejscach był). Czy ja się z tego powodu wywyższam? Czy czuję się lepszy? !!!Basiu, zastanów się nad tym, skąd to się bierze, że przy każdej okazji, gdy tylko uznasz, że można wbić mi jakąś szpilę, to Ty bardzo chętnie to czynisz? – i to nawet w takich okolicznościach, gdy się żegnam.

    6. Leszku< napisałeś; "…istotniejsza jest pewność rozpoznania prawdy. .."PEWNOśĆ??? nie znamy dnia ani GODZINY; czego mamy pewność- chyba tylko tego, że kiedyś każdy z nas umrze.Dalej; "rozpoznania prawdy"< a cóż to jest prawda - pytał także Piłat? "Ks. Józef Tischner mawiał, że u górali są trzy rodzaje prawdy: prowda, tys prowda i g… prowda. Może w górach jeszcze tak jest, ale w pozostałej części kraju są tylko: nieprawda, g… prawda i prawda medialno-polityczna". Gdybyś skoncentrował się na tym, że "JA JESTEM DROGĄ, PRAWDĄ i ŻYCIEM" z tego byś czerpał radość a nie ze swego "pierwszeństwa";pozdrawiam

    7. Chłop swoje, a baba swoje – właśnie stopień niepewności jest decydujący o naszej radości (lub jej braku). Znowu wydawało mi się, że piszę jasno i prosto. Tymczasem cały czas jestem opacznie rozumiany – nie potrafię już jaśniej pisać, a przecież nie mogę pozwolić na to, by przypisywano mi to, co nie jest moim udziałem. Skoro pisałem, że na początku sądziłem, iż wszyscy wierzący uważają, że jedynym źródłem miłości (w tym uczucia miłości) jest Bóg, to chyba jednoznacznie określa to, iż nie szukam pierwszeństwa. Po stokroć bym wolał być przynajmniej drugi po Michelu Quiscie (tak jak Anna była druga po Błażeju Pascalu). Wówczas mój stopień niepewności, że idę inną drogą, niż mi wyznaczył Jezus, byłby o wiele mniejszy. Nie mam większego pragnienia, niż iść Jego drogą, ale właśnie te wszystkie elementy, które składają się na moją wyjątkowość (Ty masz swoje elementy, które składają się na Twoją wyjątkowość, a ja mam swoje) sprawiają, że stopień tej niepewności jest wielki.Basiu, nikt tak bardzo, jak Ty, nie utwierdza mnie w tym, że nie tylko na tym blogu, ale również u innych powinienem zamilknąć – mój czas już minął i jedynie innych drażnię tym, co piszę. O czym bym nie pisał, to drażnię (u Ciebie na blogu też Cię rozdrażniłem – a jedynie przez to, że zostałem źle zrozumiany). Można nie mieć racji, można się w czymś mylić – to nie przeszkadza w tym, by pisać, ale pisać, gdy jest się opacznie rozumianym, to tak nie wolno (chyba, że się ma siłę, by wszystko tłumaczyć i umie się tłumaczyć – ja już nie mam siły i niestety nie potrafię).

    8. Leszku- podobno; „w tym największy jest ambaras, aby dwoje rozumiało na raz”; może to ja mam problemy ze zrozumieniem, a nie Ty z pisaniem? kto to wie…?

    9. Basiu, każdy jest jedyny, niepowtarzalny – tylko Ty tak zawsze, gdy tylko masz okazję, wbijasz tę szpilę. Ale to tylko to decyduje o Twojej niepowtarzalności – samo nierozumienie nie jest czymś wyróżniającym. A więc problem jest po mojej stronie.

    10. Sprytna jesteś :):):) – takiego zwrotu akcji zupełnie się nie spodziewałem. Ale efekt jest odwrotny od zamierzonego – może właśnie dlatego, że to są szpilki, a nie igły? Skuteczność akupunktury (o ile w ogóle jest), jest niewytłumaczalna, a przez to wystarczy drobny błąd i efekt jest odwrotny od zamierzonego.A tak na poważnie mam nadzieję, że już rozumiesz, iż każdy jest wyjątkowy i jakakolwiek wyjątkowość nie jest podstawą do tego, by się wywyższać. Tak naprawdę to nie my decydujemy o tym, co niepowtarzalnego jest w nas – to wszystko jest nam dane! Do nas należy jedynie to, byśmy tej wyjątkowości nie przypisali sobie, jako zasługi – bo żadnej zasługi w tym nie ma. Moje życie obfituje w różne wyjątkowe wydarzenia – o najważniejszym w ogóle nie wspominam, bo znając Twoje skłonności wiem, że dopiero wtedy byś sobie używała! Ale żadne z tych wydarzeń nie sprawiło, by mi się miało przewrócić w głowie. Najprawdopodobniej nie uniosłem postawionej przede mną roli – po prostu się nie sprawdziłem. Tak mówię, bo nie widać, by moje życie przyniosło jakiekolwiek owoce. Jeśli więc chcesz mi coś zarzucać, to nie zarzucaj mi wynoszenia się w powodu wyjątkowości – bo niczego takiego we mnie nie ma, lecz właśnie tego, że tak obdarzony nie wypełniłem tego właściwie wtedy, gdy była na to pora, a teraz nie potrafię nawet mówić tak, by inni mnie rozumieli. Takie wycofanie się z jakiegokolwiek pisania to jawne przyznanie się do tego, że już nic ze mnie nie będzie, że już nikomu na nic się nie przydam – ale ważniejsze jest to, co pisałem kiedyś; skoro pisanie dzisiejsze tamtemu szkodzi, to wybór jest oczywisty.

    11. No – nie wytrzymam< "… mam nadzieję, że JUŻ rozumiesz, iż każdy jest wyjątkowy i jakakolwiek wyjątkowość nie jest podstawą do tego, by się wywyższać…" od zawsze to rozumiem, a Ty chcesz żebym zrozumiała "już";Oczywista oczywistość, że nie tylko "jakakolwiek wyjątkowość [nawet kompleksy] nie jest podstawą do tego, by się wywyższać", bo jak mówi Pismo św.;"Kto się wywyższa, będzie poniżony" (Mt 23,1-12)Skoro mówisz, że "teraz nie potrafię nawet mówić tak, by inni mnie rozumieli…." to Twój problem, nie mój. Co masz z nim uczynić? może najlepiej będzie, jak zapytasz Pana, bo moja rada do gustu Ci nie przypada; Róbta co chceta ; moje "samo nierozumienie nie jest czymś wyróżniającym" ani też zasługującym na polemikę; pozdrawiam

    12. Basiu, skoro rozumiałaś to od samego początku, to dlaczego mi to przypisywałaś? – nie było ani jednej mojej wypowiedzi, z której mogłoby wynikać, że uważam się za kogoś lepszego! Dlaczego w takim razie pisałaś takie generalizowanie przy którym Ty czynisz siebie wyjątkiem, stawia Ciebie w złym świetle?Każdy jest wyjątkowy i jeśli się to rozumie, to nie czyni się z tego nikomu zarzutów! Skoro więc, jak przed chwilą napisałaś od zawsze to rozumiem, to w takim razie rozumiem, że przeprosisz mnie za te wcześniejsze oskarżenia! (chyba, że potrafisz pokazać taką wypowiedź, w której tu się wywyższam)

    13. Leszku-proszę – wyluzuj! przepraszam, że się napraszam; już nie będę; im dłużej polemizujemy, to popadamy w większą paranoję; „oskarżenia” i co jeszcze? jak można rozumieć wypowiedź; ” wszyscy tylko nie ja”? Dlaczego to „ja” jest takie ważne? Św. Ojciec Pio powiedział, że” imię diabła brzmi właśnie”ja”; dlaczego tak bardzo koncentrujesz się na tym „ja”? wszystko jedno – czy w negatywnym czy w pozytywnym znaczeniu; starałam się poprzez dyskusję z Tobą rozładować to nagromadzenie złych emocji; jednak widzę, że teraz już nie Anna, lecz Basia ma przepraszać; OK! przepraszam i żegnam, bo mnie wkurzyłeś;

    14. A gdzie Basiu wyczytałaś, że Anna ma przepraszać? Nie podawałem na jakim to blogu miało miejsce to zdarzenie, bo bałem się, że by czasem ktoś moich słów nie odczytał, jako oskarżenia – bardzo wyraźnie podkreślałem, że NIE WOLNO moich słów odczytywać, jako oskarżenia, bo nie są oskarżeniem! Te słowa o rozróżnianiu zrozumienia i wzajemnego zgadzania się są bardzo mądre i prawdziwe! Bardzo mądre są również słowa O pogłębionej relacji wzajemnej nie ma mowy, więc wypada poprzestać na kontaktach koniecznych – pod osłoną życzliwości wzajemnej i świadomości istnienia tej niemożności porozumienia. świadczą one o wielkiej kulturze Anny! Co bowiem przeważa w dzisiejszym świecie? – najczęściej ludzie którzy kogoś nie rozumieją (i nieważne jest tu, kto zawinił temu niezrozumieniu), wyśmiewają tę osobę, albo wręcz oskarżają o nie wiadomo co. Anna jest całkowicie wolna od takiego podejścia! To naprawdę osoba wielkiej kultury i absolutnie nie ma za co przepraszać! Mało – nie ma też powodu, by jej było przykro, bo to ja nie potrafię pisać tak, by inni mnie rozumieli.Tak więc ani przez chwilę nie uważałem, by Anna miała za co mnie przepraszać.Jeśli zaś chodzi o Ciebie, to zwróć uwagę, że bardzo długo nie oczekiwałem od Ciebie żadnych przeprosin. Przypuszczałem, że po prostu nie masz świadomości, że każdy jest jeden, jedyny, niepowtarzany – czyli wyjątkowy; że tę wyjątkowość każdy z nas otrzymał z darze od Stwórcy – a więc, że w konsekwencji nie wolno nikogo piętnować, za jego wyjątkowość. Jest to dopuszczalne tylko wtedy, gdy ktoś tę wyjątkowość, jaką od Boga otrzymał, przypisuje sobie jako zasługę i z tego powodu się wywyższa – ja jednak się nie wywyższam, a przeciwnie spokojnie Ci to wszystko tłumaczę. Skoro jednak po tym wszystkim czujesz się obrażona, że to Ci tłumaczę, bo Ty od zawsze to wiedziałaś, to dopiero po tym poprosiłem Ciebie, byś mnie przeprosiła. Skoro nie masz za co mnie oskarżać, a oskarżasz świadomie, to to tym samym masz za co mnie przepraszać.

  2. mnie często też nie da się zrozumieć, albo można nieopatrznie inaczej niż chciałam, a jednak pisze 😉

    1. Agato, miło jest czytać takie rzeczy (szczególnie imieninowo – to jedyny prezent, jaki dostałem), ale prawda jest taka, że jeśli moje poglądy miałby opacznie zrozumiane i opacznie zapamiętane, to lepiej już nic więcej nie mówić.

  3. Leszku, ja nie wiedziałam, że miałeś imieniny, przepraszam, ale dziś szczególnie za Ciebie będę słać modlitwy na Jasnej Górze 🙂 POzdrawiam i życzę wszelkich łask od Boga 🙂

    1. Ależ Siostro, za co Siostra przeprasza? To jest tylko przykre, że dzieci zaczynają się orientować dopiero słysząc rozmowę telefoniczną z bratem ciotecznym (to jedyna osoba, która pamiętała), a żona składa życzenia następnego dnia mailem (wczoraj nie pamiętała, a dziś wyjechała w delegację).

    1. Aż miło pomyśleć, co wtedy będzie się działo :):):)(tyle, że jak przez ćwierć wieku się nie spełniły – a ciągle są te same – to już się nie spełnią)

Możliwość komentowania została wyłączona.