Przypowieści o zagubionej owcy i zagubionej drachmie

(1) Przybliżali się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. (2) Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. (3) Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: (4) Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? (5) A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona (6) i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. (7) Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. (8) Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? (9) A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. (10) Tak samo, powiadam wam, radość nastaje wśród aniołów Bożych z powodu jednego grzesznika, który się nawraca. (Łk 15)

Kazanie wygłoszone przez ks. Piotra Celewskiego na mszy o godz. 7:00 w Świątyni Opatrzności: 

Ten pasterz który nas szuka, jest nieprawdopodobnie czuły. Nam się ciągle wydaje, że nawrócenie jest naszym wysiłkiem… To nieprawda – to Bóg ciebie szuka. I mnie. Nieustannie, bo ciągle mu się gubimy: czy to będąc w Kościele, czy poza nim, czy będąc we wspólnocie, czy poza wspólnotą – ciągle mu się gubimy. To jest 15 rozdział ewangelii Łukasza. Ten 15 jest najważniejszym rozdziałem z całej ewangelii – opowiada jaki jest Bóg. To jest tryptyk trzech przypowieści: o owcy, drachmie i marnotrawnym synu. Te przypowieści zapowiadają tę trzecią, te dzisiejsze, właśnie o tym, że tak jak ten syn marnotrawny zgubił się wychodząc z domu, a ten starszy zgubił się będąc w domu – i tu i tu można się pogubić. Bardzo dzisiaj do ręki wziąć sobie psalm 119. Tam jest taki cytat, jeden werset, który mówi „jestem jak owca, która się zgubiła. Panie, szukaj swego sługi”. 

Co może zrobić owca, która się zgubiła? Zadzwonić do pasterza? – Beczeć!

Kiedy uświadomimy sobie swój grzech, swoją miałkość, możemy tylko powiedzieć „jestem grzesznikiem”! I wtedy On cię znajdzie.  Kiedy uświadamiamy sobie swoją bylejakość, miałkość, jakąś bezradność wobec grzechu – On nas znajdzie. Ale kiedy mówimy „ja sobie z tym poradzę, ja muszę to jakoś sobie poukładać, tak, spiąć się w sobie, zacisnąć pięści, ja sobie z tym dam radę” – wtedy nas nie znajdzie. Kiedy się gubimy, beczmy – wtedy On nas odnajdzie.

Tym co spaja ten tryptyk tych trzech przypowieści, paradoksalnie jest radość.

Pamiętacie taki moment, taką chwilę, kiedy ktoś autentycznie ucieszył się z waszej obecności? Taki jest Bóg. Ja strasznie lubię patrzeć, jak radość jest zaraźliwa, gdy ktoś się śmieje. Myślę, że każdy z nas ma takie doświadczenie, kiedy patrzymy na kogoś, kto ktoś się uśmiecha, patrzymy na kogoś, kto się autentycznie śmieje, kiedy komuś się oczy śmieją – my zaczynamy też się śmiać. Ten śmiech zaczyna w nas rezonować. To dzieje się w Bogu, kiedy się nawracamy, kiedy On nas znajduje. Ten wysiłek jest po Jego stronie, nie po naszej.  W Bogu śmiech rezonuje: Znalazłem cię, dobrze, że jesteś. Takiego Boga, który śmieje się, uśmiecha, cieszy nasz widok, warto dzisiaj zobaczyć.

Amen.

 

 

Tajemnica czułości naszego Boga

Ewangelia na dzień dzisiejszy: Łk 13, 31 – 35:

(31) W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli Mu: Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić. (32) Lecz On im odpowiedział: Idźcie i powiedzcie temu lisowi: Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu. (33) Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz to niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jeruzalem. (34) Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście. (35) Oto dom wasz [tylko] dla was pozostanie. Mówię zaś wam: nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie. 

Kazanie, jakie wygłosił ks. Piotr Celejewski w Świątyni Opatrzności na mszy o godz. 7:00:

To nie jest tak, że źli ludzie przysięgli się przeciw Jezusowi, Jezus uciekał i w pewnym momencie nie dał już rady i Go dogonili. To nie jest tak, że Herod, Piłat, sanhedryn chcieli Jezusa zgładzić i w końcu im się udało. To jest tak, że Jezus sam dobrowolnie wchodzi w doświadczenie śmierci. To jest wybór Jezusa. On życie swoje oddaje za mnie i za ciebie. On umiera z miłości. Nie oszczędza samego siebie, nikt mu życia nie odbiera. On swoje życie oddaje, to jest dar, to jest jego decyzja, to jest jego wola.

To pierwsza myśl, żeby zobaczyć takiego Boga, który wchodzi w doświadczenie śmierci, żeby mnie uratować.

I drugie związane z niesamowitą czułością:

Jest wiele słów na określenie Kościoła. Jednym z moich ulubionych to wspólnota. Jezus mówi o Bogu, który pragnie zgromadzić swoje dzieci, jak ptak swe pisklęta. Grzech nas rozproszył. Grzech nas podzielił. Grzech nas zatomizował. Jesteśmy strasznie pojedynczy, wsobni, samotni. Chrystus na Krzyżu, jak ptak swoimi skrzydłami, On swoimi ramionami, próbuje nas na nowo zgromadzić, bo bardzo się pogubiliśmy. I dobrze dzisiaj poczuć to ciepło, tą bliskość Boga, który różnymi sposobami próbuje przygarnąć nas do siebie, bo to niezwykła czułość Boga wobec grzesznej wspólnoty. Bo to On nas gromadzi. To nie jest tak, że my się zgromadziliśmy, bo mamy podobne światopoglądy, podobnie myślimy, mamy podobne podejście do życia… Nie, to On, jak ptak swe pisklęta, z niezwykłą czułością zagarnia nas, gromadzi nas i chce żebyśmy byli blisko.

Oto tajemnica czułości naszego Boga.

Amen.

Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej stronie, a drugi po lewej Twej stronie

Całe wielki nic tu nie pisałem, ale chciałbym przedstawić homilię, jaką ks. Piotr Celejewski wygłosił dziś (tj. 20.10.2024) w Świątyni Opatrzności na mszy o 9:00. Nawiązywała ona do ewangelii św. Marka 10, 35-45.

Słowo Boże w liturgii jest jak zwierciadło, w którym mamy zobaczyć samych siebie, swoje pragnienia, swoją relację z Bogiem. A to często nie jest łatwe. Dzisiaj w Słowie spotykamy dwóch braci – synów Zebedeusza, Jakuba i Jana, którzy przedstawiają Chrystusowi prośby, aby in blanco podpisał im nominację na uprzywilejowane miejsca w Jego Królestwie. Trzeba wykazać się prawdziwym nietaktem i głęboką niedelikatnością, dlatego, że Jezus chwile wcześniej mówi o tym, że idzie do Jerozolimy, że będzie wydany, że będziecie cierpiał, że będzie odrzucony, że będzie zabity, trzeciego dnia zmartwychwstanie… Kiedy ktoś mówi o swoim cierpieniu swoim bólu, a ktoś drugi mówi o swojej karierze, o swojej wielkości, widać, że między uczniami a Jezusem jest dysonans, jest różnica. Pozostali apostołowie wcale nie są lepsi – oburzają się, ale w nich też jest pragnienie wielkości, też chcą zrobić karierę. Ale to co jest najciekawsze, Jezus się nie oburza. Nie wiem czy zwróciliście uwagę – Jezus nie grozi palcem, nie podnosił głosu, nie mówi Janie, nie tego cię uczyłem, Jakubie, to pragnienie to pycha, to grzech. Nie pragnij tak. Nic takiego w ewangelii nie ma.

Jezus wykazuje wręcz boską cierpliwość – do swoich uczniów i do nas. Chociaż w danym momencie pragnienia uczniów i jego pragnienia się rozmijają, ich myśli i jego sposób myślenia jest całkowicie inny. On ma boską cierpliwość do nich i do nas. Warto się w tych uczniach rozpoznać, że to o nas. Jezus patrzy inaczej, on nie patrzy na to, jacy apostołowie są w tym momencie, w tej chwili, że są niedojrzali, skupieni na sobie, myślą o swojej karierze – patrzy na potencjał, który jest w nich, na możliwości, które są w nich… I w nich wierzy. Ma do nich boską cierpliwość. Tak samo patrzy na nas. Nie patrzy na to, w jaki grzech się uwikłałeś, z jaką niedojrzałością się zmagasz, z czym sobie dzisiaj nie radzisz. On patrzy na możliwości, które są w tobie i we mnie. On w nas wierzy, w nas pokłada nadzieje. Jakub i Jan po doświadczeniu porażki Golgoty, po doświadczeniu pustego grobu, a potem spotkania ze Zmartwychwstałym – Jakub jest pierwszy spośród 12 apostołów, który z miłości oddaje życie za swojego mistrza. Jan staje się zesłańcem, więźniem porażki, który umiera na wyspie Patmos.

Warto dzisiaj zobaczyć się w tych apostołach, w tych, którzy mają pragnienie wielkości, bo to pragnienie jest każdym z nas. Wielkość jest w naszych genach, w każdym z nas. To pragnienie pochodzi od Boga. Pragniemy nieskończoności. To ciekawe, Chrystus nie gasi tego pragnienia w swoich uczniach – on je koryguje. On nadaje im właściwy kierunek, bo to pragnienie wielkości które jest w nas, zostało wypaczone przez grzech pierworodny. I to jest dramat.

O co kłócą się najczęściej małżonkowie?

Kto z nas jest ważniejszy, kto z nas ma rację… Ale to dotyczy wszystkich sfer naszego życia. Zaczynając od dzieciństwa, od poziomu piaskownicy: kłócimy się o to, kto jest większy, kto silniejszy, kto ma więcej, kto więcej może; przez wszystkich polityków: jak my rządziliśmy, jak wy rządzicie… Szukamy swojej pozycji, swojego znaczenia, przez porównywanie się z innymi… Chcemy być wielcy, a grzech wypaczył to pragnienie wielkości, które jest w nas.

Są zdania w ewangelii, które są niezwykle radykalne, które są jak kamienie węgielne – wręcz jak odkrycie nowego lądu, nowej przestrzeni. Jeżeli chcesz być wielki, stań się niewolnikiem. Jeżeli chcesz być pierwszy, stań się sługą wszystkich… To niesłychanie radykalne zdanie. W mentalności świata wielkość związana jest z posiadaniem, z pozycją, sukcesem, możliwościami. Nie muszę o tym długo mówić, bo wszyscy to znamy z własnego doświadczenia. Znamy tych, którzy rozpychają się łokciami, aby przesunąć się bliżej, aby zająć lepszą pozycję. Nieustannie jesteśmy pytani o naszą karierę, o nasz sukces, ile zarabiamy, czy już się ożeniłeś, czy wyszłaś za mąż, czy masz dzieci? Od dzieciństwa uczestniczymy w wyścigu szczurów, tak jakby życie polegało na odhaczeniu takiej listy rzeczy do zrobienia. Świat dopinguje nas, abyśmy w tym wyścigu szczurów uczestniczyli, a potem zostaje pustka i rozczarowanie.

W mentalności Chrystusa wielkość związana jest z darem z samego siebie, z pokorą, z miłością, ze służbą. Jeśli chcesz być wielki, stań się sługą. Prawdziwa wielkość mierzona jest umiejętnością bycia dla innych, nie skupianiem się na sobie. Jezus redefiniuje pojęcie wielkości, które zostało wypaczone przez nasz grzech. On daje przykład swojego życia. I oto w historii świata dzieje się coś nieoczywistego. Oto sam Bóg wchodzi w tą historię, ten który jest jedynie pierwszym, staje się ostatnim, zajmuje ostatnie miejsce. Ten, który jest prawdziwie władcą, staje się niewolnikiem.

Syn Boży pochodzi z Nazaretu. Większość z nas nigdy by nie wiedziała o istnieniu tego miasteczka, gdyby nie zostało wspomniane w Nowym Testamencie. Ot, dziura zabita dechami, żadne centrum ówczesnego świata, żaden Rzym, czy Jerozolima. Większość życia spędza jako zwykły robotnik. Cieśla. Nie ma jakiegoś wielkiego wykształcenia. Nie ma jakiś tytułów naukowych… Ponosi porażkę. Zostaje odrzucony i umiera śmiercią haniebną na krzyżu. W oczach świata nie odnosi żadnego sukcesu. Żadnej książki nie napisał, nie wybudował nawet domu, nie założył rodziny i nie zrobił żadnej kariery. Z tłumów ludzi, którzy szli za nim, bo nakarmił ich chlebem, został tylko jeden uczeń pod krzyżem i matka… Ale matka zawsze jest z dzieckiem. Ot, prawdziwa porażka.

Ale pomyślmy przez chwilę, dlaczego my tutaj dzisiaj jesteśmy? Dlaczego przyszliśmy do tej świątyni? Żeby usiąść do stołu z przegranym cudotwórcą? Z wykpionym mistrzem? Z odrzuconym nauczycielem?

Nie.

Przyszliśmy tutaj dlatego, że Jezus zwyciężył świat. Jako system kłamstw, obnażył logikę tego świata. Zwyciężył ten świat, jako system kłamstw pokazując, że jeżeli naprawdę chcesz być kimś wielkim w swoim życiu, nie musisz przypodobać się temu światu, nie musisz szukać swojego sukcesu. Wielkość polega na służbie. Jeżeli chcesz być wielki, służ innym, ale nie posługuj się innymi. Znamy te słowa Jezusa błogosławieni ubodzy. Zazwyczaj myślimy o tych, którzy mają puste kieszenie, albo o tych, którzy, jak często to tłumaczymy, są wolni od rzeczy materialnych. Ale ubodzy to ci, którzy nic nie znaczą w oczach świata, nie mają żadnego znaczenia, którzy nie próbują przypodobać się światu – Świecie polub mnie, chcę, żebyś mnie lubił. Chcę, żebyś mnie zaakceptował, chcę odnieść sukces, karierę, mieć siłę… Nie przyklaskują temu światu. Nie rozpychają się łokciami, ale potrafią zająć ostatnie miejsce – tak, jak Chrystus.

Przy ołtarzu dzisiaj stoi obraz błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. Człowieka zmiażdżonego cierpieniem przez system komunistyczny, przez konkretne osoby… Znamy tę historię. Niedawno znalazłem listy, które pisał ten młody ksiądz. Jeszcze będąc klerykiem dwudziestokilkuletnim, wylądował w wojsku. Pisał listy do swojego ojca duchowego w seminarium, do księdza Miętka. Fragment chciałbym przeczytać. Pisze tak ten młody kleryk: Okazałem się bardzo twardy, nie można mnie złamać groźbą, ani torturami. Ostatnio dowódca plutonu kazał mi zdjąć z palca różaniec na zajęciach przed całym plutonem. To rozkaz. Odmówiłem, czyli nie wykonałem rozkazu, a za to grozi prokurator. Gdybym zdjął, wyglądałoby to na poddanie się, jakąś rezygnacją. Sam fakt zdjęcia różańca, to niby nic takiego, ale ja widzę to głębiej.

Jak myślicie, kto tam w koszarach wojskowych okazał się wielki? – dowódca plutonu, za którym stała siła całego aparatu komunistycznej władzy, czy kleryk Popiełuszko? Bezsilny. Kto tam naprawdę okazał się wielki?

Dzisiaj za chwilę uklękniemy przed kawałkiem białego chleba, uklękniemy za chwilę przed kilkoma kroplami wina zmieszanymi z wodą. Ot, cóż to jest wobec potęgi świata? Bóg wybiera to, co małe to, co głupie w oczach świata, bo Bóg ten świat zwyciężał. Przechodzimy tutaj aby Chrystus nas nawracał z mentalności tego świata na mentalność Boga. On nie chce zgasić w tobie i we mnie pragnienia wielkości. On to pragnie chce w nas ukierunkować, skorygować: Jeżeli chcesz być wielki jak ja, stań się darem dla innych. W oczach świata możesz ponieść porażkę, nic nie znaczyć. Ale nie lękaj się!

Jezus świat zwyciężył. Jesteśmy po stronie zwycięzcy.

Amen.

https://soundcloud.com/user-545755552-213298065/byc-darem-dla-innych-aby-stac-sie-wielkim-ks-piotr-celejewski-20102024?in=user-545755552-213298065/sets/kazania-ksi-dza-piotra&utm_source=clipboard&utm_medium=text&utm_campaign=social_sharing

O co ci chodzi Grzegorzu?

Incydent z gaśnicą zdominował ostatnie wydarzenia – filmiki z tego wydarzenia, wywiady z Grzegorzem Braunem, różne tego podsumowania, zdominowały internet. Świetne wystąpienie Krzysztofa Bosaka po Exposé Donalda Tuska przeszło zupełnie bez echa, a gdy się mówi o Bosaku, to jedynie w kontekście tego, czy nadal powinien być wicemarszałkiem, czy też należy go ukarać dymisją? 

Na początek zastanówmy się nad tym, na ile sam incydent wynika z ugruntowanych poglądów Grzegorza Brauna? 

Na wstępie proponuję obejrzeć następujący filmik:  Film o poglądach Grzegorza Brauna, którego autor nade wszystko zajął się postawą judeo-realizmu (w odróżnieniu od judeo-idealizmu) – Grzegorz Braun rzeczywiście neguje postawę judeo-idealizmu i sam upomina się o judeo-realizm. W samym filmie zwraca uwagę na to, iż judaizm oparty o Talmud, jest religią dzielącą ludzi na Żydów i goim/gojów; a w komentarzach dotyczących samego wydarzenia podkreśla, iż organizatorem obrzędów chanuki jest sekta Chabad-Lubowicz (która nb. nie jest w Polsce kościołem zarejestrowanym, a przed wojną była nawet zakazana), w której uważa się, że dusze gojów są stworzone przez demony (w odróżnieniu od dusz żydów, które pochodzą od Boga – co oczywiście wyznacza stosunek Żydów do nie-Żydów). 

Z tego powodu Grzegorz Braun sam komentując to zdarzenie mówił: Nie może być miejsca na akty rasistowskiego plemiennego talmudycznego kultu na terenie Rzeczpospolitej Polskiej. 

Widzimy więc, że cała ta akcja wynika z ugruntowanych przekonań posła Brauna. 

Pytanie jednak czy było to typowe dla choleryka działanie pod wpływem impulsu, a więc czy rzeczywiście była to akcja spontaniczna, czy też nie? 

Początkowo wydawało mi się, że tak – szczególnie gdy dowiedziałem się, iż Grzegorz Braun rozmawiał właśnie z Tomaszem Sommerem (aktualnym redaktorem Najwyższego Czasu), gdy dostał SMS-a o zapaleniu świeczek chanukowych i wówczas przerwał rozmowę i pobiegł gasić (mówił o tym w wywiadzie udzielonym Tomaszowi Sommerowi – Wywiad Grzegorza Brauna udzielony redaktorowi Najwyższego Czasu) – tyle że w tym samym wywiadzie Grzegorz Braun poinformował, iż złożył wniosek o zwołanie Kongresu Konfederacji – najwyższego organu Konfederacji, który powinien się zbierać co 5 lat, a właśnie mija owe 5 lat od założenia Konfy. Celem Kongresu jest wybór nowych władz partii. 

A więc nie ma najmniejszych wątpliwości – akcja Grzegorza Brauna była tylko po to, by umoczyć Krzysztofa Bosaka (jak już PiS popiera odwołanie obecnego wicemarszałka, to nie ma najmniejszych wątpliwości, że zostanie odwołany) oraz by spolaryzować członków Konfederacji i zmobilizować zwolenników Brauna i Korwina (w Kongresie uczestniczą wszyscy członkowie Konfederacji, którzy przyjadą na Kongres i wpłacą wpisowe) – no i w efekcie usunąć Bosaka, Mentzena i Wiplera, a przywrócić Korwina i wprowadzić Michalkiewicza (Braun już jest i będzie nadal). Narracja będzie taka: Nas odsunęli na czas kampanii, zwracali się do centrum, ale to centrum wybrało Trzecią Drogę, a nie Konfę – to nie zdało egzaminu. Trzeba wrócić do tego, co było, trzeba dbać o nasz tradycyjny elektorat. Kto najlepiej to zrobi? – wiadomo my (a na dodatek razem z Michalkiewiczem)! (a SMS był po to, by powiadomić Grzegorza Brauna, że świece już są zapalone i jest co gasić)

Polityka, to także kasa – pytanie, jak te zmiany wpłyną na podział pieniędzy?

Rzeczywiście duże pieniądze są dla partii, które dostaną się do sejmu –  Grzegorz Braun żądał 1/3 tych pieniędzy (choć Korona Polska ma jedynie 4 posłów), a Rada Liderów nie uwzględniła tego żądania. Tymczasem po usunięciu obecnych liderów, podział zacznie się na nowo, a i tak całe pieniądze pozostaną przy Konfederacji. Znacznie mniejsze pieniądze są wypłacane dla samych posłów (jako uposażenie i na utrzymanie biura). Posłów nie ma jak zmusić do zrzeczenia się mandatów – i zapewne żaden z tych odsuniętych od władzy z mandatu nie zrezygnuje; będą mogli jedynie założyć nową partię (ale bez pieniędzy) – i pewnie tak zrobią, a dotychczasowy klub poselski podzieli się na dwa koła. Pieniędzy na kampanię do europarlamentu nie będą mieli. Może pod koniec kadencji swoją pracą w sejmie zdobędą wsparcie w następnej kampanii wyborczej do sejmu? Jeśli nie, kariera polityczna Bosaka zakończy się wraz z końcem tej kadencji. 

*  *

Kto się najbardziej ucieszy z takiego rozwoju wydarzeń?

Wydaje mi się, że tą osobą będzie Jarosław Kaczyński. Już sama ta wypowiedź na temat usunięcia Krzysztofa Bosaka z funkcji wicemarszałka, mocno mnie zdumiała – bo niby jaki może być powód takiej decyzji (szczególnie, że Bosak w tym czasie prowadził posiedzenie)?

No ale Prezes wyraźnie czuł się zagrożony, skoro najpierw przywalił Bosakowi taśmami Banasia (same taśmy świadczyły o tym, że PO boi się Bosaka – ale wiadomo było, że ludzie zareagują tak, jakby to Konfederacja była na usługach PO) – no a teraz bał się, że rzeczowe wypowiedzi posłów Konfederacji będą odbierać PiS-owi wyborców.

PiS nie przepracował swojej klęski – łatwiej mu było obrazić się na wyborców, niż zrozumieć co zwykłych ludzi odpychało od PiS-u? Teraz Prezes będzie mógł odetchnąć z ulgą, bo taka Konfederacja, jaką ona się na nowo stanie z nowymi-starymi wodzami, PiS-owi nie będzie już zagrażać.

Niestety to będzie jednocześnie oznaczać, że PiS już nigdy się nie zmieni. Zaś z drugiej strony nie będzie już żadnego ugrupowania, w oparciu o które prawica mogłaby się odbudować.

 

Przyznałem rację Prezesowi

Na koniec poprzedniej notki przyznałem rację Prezesowi, że on niczego nie musi zmieniać – wystarczy zewrzeć szeregi, okopać się i czekać, aż koalicja się rozpadnie (bo że się kiedyś rozpadnie, to pewne). Owszem przyznałem rację, ale nie spytałem, dla kogo jest to dobre?
A to jest dobre, ale dla partii, lecz nie dla Patrii! (skorzystam tu z gry liter, jaką się posłużył Szymon Hołownia)! Tusk bawi się Hołownią – pozwala mu mówić o powrocie do demokracji, o praworządności, pozwala wskazywać na Ojczyznę, jako tę, której służyć mamy przez całe życie… – a jednocześnie kierując swoim ugrupowaniem robi z tych słów Hołowni czystą kpinę. Proszę mnie dobrze zrozumieć – Szymon Hołownia to wszystko robi szczerze, on naprawdę wierzy w to, co mówi – nie zarzucam mu hipokryzji; to dopiero Donald Tusk sprawia, że te wszystkie słowa Marszalka Sejmu stają się kpiną…

Już tłumaczyłem, dlaczego tak jest? – Trzecia Droga była potrzebna Tuskowi po to, by on ze swoim ugrupowaniem mógł stanąć na czele rządu, ale na tym rola tego ugrupowania się kończy. On chce prowadzić rząd tak, jak sam chce, a przywódców Trzeciej Drogi chce po prostu ośmieszyć (przypuszczam, że resort obrony dla Władysława Kosiniaka-Kamysza pełni dokładnie tę samą rolę – ale o tym jeszcze się przekonamy).

Ale przecież to, iż przywoływanie Ojczyzny przez Szymona Hołownie staje się kpiną, nie zmienia faktu, iż rzeczywiście wszystko, co czynimy powinno służyć Ojczyźnie… Dla partii to wygodne, że inne partie się nie liczą i że wszystko daje się zamknąć w prostych schematach walki dobra ze złem (oczywiście PiS i PO odmiennie nazywają to, co jest dobrem i czym jest zło, ale obaj przywódcy są uosobieniem dobra – w świetle propagandy swoich ugrupowań). W takim świecie podzielonym równo na pół, łatwo o utrzymanie swojego elektoratu w pełnej gotowości; nie trzeba się z niczego rozliczać – wystarczy zewrzeć szeregi i niczym się nie przejmować!

Ale czy naprawdę?

Przecież to podejście fałszuje obraz świata – skoro cały świat dzielimy na pół, świat PiS-u i świat PO, to gdzie jest ten rzeczywisty świat?

Właśnie w tym momencie trzeba wrócić do tego słowa Patria, do słowa Ojczyzna, na które zwracał uwagę Szymon Hołownia. Jesteśmy Polakami i do świata wnosimy to, w czym sami wyrośliśmy we własnej Ojczyźnie. Jesteśmy jacyś (a nie bezkształtni, bezpostaciowi) tylko dlatego, że właśnie tu wyrośliśmy i wrośliśmy w tę ziemię.

Jeśli dobro partii staje się ważniejsze niż dobro Ojczyzny, to z taką partią należy się żegnać.

W 2015 roku pożegnałem PO, choć w czasach konspiracyjnych wzrastałem w tym właśnie środowisku. Bezpośrednio w partii – ani w Unii Demokratycznej, ani w Unii Wolności, ani w Porozumieniu Obywatelskim nigdy mnie nie było – ale kolejno na te ugrupowania głosowałem. Pożegnałem, bo PO przedłożyło interes partyjny ponad interes Polski i zerwało wcześniejszą umowę z PiS-em na  utworzenie wspólnego rządu POPiS (PO liczyło, że zdobędzie więcej głosów, niż PiS; tak się jednak nie stało, więc wysuwało żądania zaporowe – jeśli PiS by się zgodził, no to PO by wygrało, bo mimo przegranej z PiS-em pełniłoby te same funkcje, jakie chciało, gdy zgodnie z sondażami przewidywało inny wynik; ale mimo, że PiS się nie zgodził, to też wygrało, bo przewidywało klęskę przy wchodzeniu PiS-u w koalicję z LPR-em i Samoobroną – no i tak też się stało).

Tym razem to PiS postawił dobro partii ponad dobro Ojczyzny. Mógł przecież wygrać te wybory – wystarczyło otworzyć się na inne ugrupowania – PJJ oraz nade wszystko Konfederację. Jednak Prezes kierując się dobrem partii, wolał pogrążyć Konfederację – i to mimo, iż w Unii są teraz forsowane takie zmiany, po których Polska utraci swoją suwerenność.

To boli, gdy się okazuje, że kolejny mój wybór polityczny przedkłada dobro swojej partii ponad dobro Ojczyzny – ale to znak, że pora szukać tych, dla których Polska jest najważniejsza (to zresztą też paradoks, bo przez moment było tak, iż sądziłem, że tą partią będzie PJN).

Wicemarszałkowie

Oto kolejne głosowania na wicemarszałków sejmu:

Krzysztof Bosak KONFEDERACJA

Klub/Koło Liczba czł. Głosowało Za Przeciw Wstrzymało się Nie głosowało
PiS 194 189 189 5
KO 157 154 1 153 3
Polska2050 33 33 33
PSL 32 32 32
Nowa_Lewica 26 26 26
Konfederacja 18 18 18

 

Włodzimierz Czarzasty LEWICA

Klub/Koło Liczba czł. Głosowało Za Przeciw Wstrzymało się Nie głosowało
PiS 194 193 2 187 4 1
KO 157 156 156 1
Polska2050 33 33 33
PSL 32 32 32
Nowa_Lewica 26 26 26
Konfederacja 18 18 1 9 8

 

Dorota Niedziela PO

Klub/Koło Liczba czł. Głosowało Za Przeciw Wstrzymało się Nie głosowało
PiS 194 193 3 185 5 1
KO 157 156 156 1
Polska2050 33 33 33
PSL 32 32 32
Nowa_Lewica 26 26 26
Konfederacja 18 18 7 11

 

Monika Wielichowska PO

Klub/Koło Liczba czł. Głosowało Za Przeciw Wstrzymało się Nie głosowało
PiS 194 191 3 186 2 3
KO 157 156 156 1
Polska2050 33 33 33
PSL 32 32 32
Nowa_Lewica 26 26 26
Konfederacja 18 18 2 16

 

Elżbieta Witek PiS

Klub/Koło Liczba czł. Głosowało Za Przeciw Wstrzymało się Nie głosowało
PiS 194 193 193 1
KO 157 156 156 1
Polska2050 33 33 33
PSL 32 32 32
Nowa_Lewica 26 26 26
Konfederacja 18 18 10 5 3

 

Piotr Zgorzelski PSL

Klub/Koło Liczba czł. Głosowało Za Przeciw Wstrzymało się Nie głosowało
PiS 194 192 3 184 5 2
KO 157 155 155 2
Polska2050 33 33 33
PSL 32 32 32
Nowa_Lewica 26 26 26
Konfederacja 18 18 18

 

Z PiS-u prawie zawsze ZA głosowało 3 posłów: Paweł Kukiz, Marek Jakubiak oraz Jarosław Sachajko (z tym, że Marek Jakubiak głosował przeciwko Czarzastemu). W przypadku głosowania na Elżbietę Witek oczywiście wszyscy posłowie PiS-u głosowali ZA (poza nieobecnym Mateckim). Jedyną partią, która poparła panią Witek, była Konfederacja – ZA głosowało 10 posłów; ale PRZECIW głosowało 5 (Berkowicz, Braun, Fritz, Skalik, Wipler – przypominam, że Prezez Korony Polskiej ma osobisty uraz do marszałek Witek, jako że za nienoszenie maseczki ukarała go na kilkadziesiąt tysięcy złotych), a wstrzymało się 3 (Połtyn, Płaczek, Zapałowski)

Pierwsze głosowanie było na Krzysztofa Bosaka. ZA oczywiście głosowali wszyscy z Konfy 18 posłów, wszyscy z PSL – 32 oraz z POLSKI 2050 – 33. Z PiS-u głosowało 189 posłów (oprócz fizycznie nieobecnego Mateckiego, doszło jeszcze 4 nieobecnych w głosowaniu posłów). Natomiast PRZECIW był tylko jeden poseł PO  (Sterczewski), a reszta albo wstrzymała się, albo nie wzięła udziału w głosowaniu.

Obecnie narracja PiS jest taka – Wyłączną sprawą każdego klubu jest to, kto powinien być wicemarszałkiem danego klubu. Oczekujemy więc od innych klubów, wyboru naszej kandydatki! 

Tyle, że głosowania samego PiS-u tego nie potwierdzają. Owszem tak głosowała Trzecia Droga we wszystkich głosowaniach (jedynie z wyjątkiem głosowania na Elżbietę Witek); pozostałe ugrupowania tej zasady nie wyznawały – łącznie z samym PiS-em. W pierwszym głosowaniu (Krzysztof Bosak) PiS rzeczywiście tak głosował. Jednak już w drugim głosowaniu, głosował PRZECIW. I powtarzało się to w każdym następnym głosowaniu jedynie z wyjątkiem własnej kandydatki. Skoro tak głosował PiS, to niby dlaczego oczekiwał odmiennego podejścia od wszystkich pozostałych klubów?

Innymi słowy ta narracja, jaką głosi PiS, jest wyssana z palca, nigdy przez nikogo nie stosowana. Wybory wicemarszałków są zwyczajnymi demokratycznymi wyborami, w których każdy poseł decyduje o tym, czy chce mieć takiego marszałka, czy jednak nie chce. Problemem PiS-u jest to, że wystawił nieobieralną kandydatkę. Mało – nie chce z tej kandydatury zrezygnować!

Dlaczego tak?

To jest nowy mit założycielski PiS-u: Zemsta opozycji na PiS-e, płynąca z nienawiści do PiS-u, sprawia, że największy klub parlamentarny nie ma swego wicemarszałka! Jesteśmy otoczeni, dyskryminowani – nie możemy oddać pola! 

Prezes nie chce analizować błędów (jakich błędów? – żadnych błędów nie było!) – trzeba zewrzeć szeregi i czekać, aż ludzie zauważą swój błąd, wybierając opozycję. Jeszcze trochę, a sami się przekonają, że nie ma jak PiS!

W moim przekonaniu, to podejście, to początek końca…

Ale popatrzmy jeszcze na Tuska. Popatrzmy, jak on rozgrywa Hołownię?

Przecież Hołownia cały czas powtarza, że do sejmu wraca pełnia demokracji, wraca praworządność – mówi choćby to, że stanowisko wicemarszałka cały czas czeka na PiS; to nie jest zemsta na PiS-ie, ale to ta kandydatka nie jest dobrą kandydatką. Trzeba wystawić inną kandydaturę… Jestem przekonany, że Hołownia w to, co mówi,  szczerze wierzy…

Popatrzmy jednak na Marka Pęka – kandydata PiS-u na wicemarszałka senatu. On również nie został wybrany, choć wobec niego nie było jakichkolwiek sensownych zastrzeżeń.

A więc Tusk rzeczywiście zarządził zemstę na PiS-ie – i to każdy widzi, a Hołownia się jedynie ośmiesza. W jego gadki nikt nie wierzy… Tusk wzmocnił Trzecią Drogę, bo inaczej sam by nie utworzył rządu, ale teraz tym 3 milionom, które głosowały na 3D, chce pokazać, że nie było warto: Patrzcie, ci ludzie nie wprowadzą w polskiej polityce jakichkolwiek zmian. Sami zobaczcie, jacy są śmieszni! Zapomnijcie o nich! Trzymajcie się mnie, a jeśli tego nie chcecie, to zapomnijcie o polityce – wykorzystałem was. Jeśli się do tego nie chcecie przyznać i udajecie, że tak nie było, to idźcie ze mną; jeśli jednak sami to widzicie, to zapomnijcie o polityce, bo się do niej nie nadajecie… 

Innymi słowy Tusk dąży do pozostawienia jedynie i wyłącznie tego, co było do tej pory – silnych antagonizmów między dwiema tylko partiami… Może więc to ja nie mam racji? – może to Prezes wie, że niczego nie musi zmieniać, bo następna rozgrywka znowu będzie wyłącznie między PO i PiS-em! Wystarczy zewrzeć szeregi i niczym się nie przejmować – wystarczy czekać na to, że obecna koalicja się rozleci… (bo rozleci się na pewno).

Co by było, gdyby…

Wcześniej w aplikacji firmowej dodałem słowniki pozwalające na wpisywanie sondaży. Teraz założyłem nowy słownik, który zawiera wszystkich kandydatów w poszczególnych okręgach wyborczych wraz z uzyskanymi przez nich głosami. Dodatkowe dwa słowniki, to słownik okręgów wyborczych (gdzie m.in, jest określona liczba mandatów przypisanych do konkretnego okręgu) oraz słownik komitetów wyborczych (tu przyznaję, że wprowadziłem pewne oszustwo – otóż w trzech okręgach występowały różne komitety, którym nadano ten sam numer listy – 11. Ja ten numer 11 pozostawiłem jedynie w okręgu 21 – Opole, gdzie ten numer został przypisany mniejszości niemieckiej. Dwa pozostałe listy wyborcze 11 zyskały u mnie oznaczenie 12 oraz 13. Dzięki temu zabiegowi NrListy stał się numerem unikalnym – jednoznacznie przypisanym do konkretnego ugrupowania politycznego (przy czym te pozostałe 11-tki są tak mało znaczące, że na pewno nikt nie będzie szukał ich wyników).

Na tych danych dotyczących kandydatów do sejmu utworzyłem kilka widoków, aby po pierwsze zobaczyć wszystkich posłów dobranych metodą d’Hondta (zrobiłem to tak sprytnie, że w tym słowniku nie trzeba uruchamiać metody d’Hondta – ona się na bieżąco wylicza w oparciu o podaną liczbę głosów i przypisaną liczbę mandatów dla każdego okręgu). Kolejny widok obrazuje liczbę mandatów uzyskanych w poszczególnych okręgach przez poszczególne ugrupowania. Wreszcie ostatni widok, który przedstawia rezultaty krajowe.

Popatrzmy na te wyniki, które i tak każdy dobrze zna:

Jeszcze raz podkreślam, że tabela gromadząca dane zawiera jedynie nazwiska kandydatów na poszczególnych listach wyborczych oraz liczby oddanych głosów. Pozostałe dane, takie jak procent oddanych głosów, czy liczba uzyskanych mandatów, są na bieżąco wyznaczane z tych danych podstawowych.

W tym słowniku wprowadziłem dwie procedury – Przepisz głosy oraz Przywróć głosy.  Do czego służą te procedury, łatwo jest się domyślić. Zacznę od banalnego zabiegu – zwróćmy uwagę, że wśród różnych komitetów występuje komitet wyborczy Polska Jest Jedna (PJJ). Jak widać komitet ten w całym kraju uzyskał wcale nie tak mało, bo 351 tys. głosów, ale jednak nie uzyskał ani jednego mandatu. No to spytajmy się, co by się stało, gdyby PiS odpowiednio wcześniej zaproponował umieszczenie części tych kandydatów na swoich listach?

Stanąłem na liście komitetu PJJ, co zainicjowało listę źródłową, jako listę przeznaczenia wpisałem listę PiS-u, z której startowaliby ci kandydaci, no i ustawiłem 100% – wyniki tej listy w całości przechodzą na PiS:

Liczba mandatów wzrosła o 6 (procentowo ten wynik to 37,1%) – ale i tak nawet razem z Konfederacją to za mało, by PiS mógł powołać rząd.

No to teraz wyobraźmy sobie, że PiS w ostatnim dniu kampanii nie wyciągnąłby taśm Banasia. Gdyby tak było 3D uzyskałaby mniej głosów – głosujący pierwotnie na Konfederację (wg sondaży z tego końcowego okresu) nie uciekliby do Trzeciej Drogi. Wywołajmy więc jeszcze raz tę procedurę:

Wpisałem tu zaledwie 340 tys. głosów w całym kraju – zobaczmy, jaki to daje efekt:

No i proszę – Konfederacja z 16 mandatów (więcej dla PiS w poprzednim kroku spowodowała mniej dla Konfederacji) zwiększyła ich liczbę do 36 mandatów. A więc w sumie PiS i Konfederacja ma 231 mandatów (opozycja ma ich 229). Zwracam przy tym uwagę, że procentowo Konfederacja uzyskała 8,8%, co jest sporo mniej, niż ostatnie sondaże Konfederacji przed taśmami Banasia,

A więc niestety to sam PiS doprowadził do tego, że nie jest zdolny założyć rządu. Wystarczyło tylko zastanowić się nad tym, dlaczego Tusk przestał niszczyć Trzecią Drogę?

Ale oczywiście problem jest poważniejszy – bo tu PiS musi zmienić swoje myślenie o innych ugrupowaniach – nawyk PiS-u był zawsze jeden – wszystkich innych na glebę, a tymczasem dziś tak już się nie da – szczególnie, jeśli uwzględni się wiek obecnych zwolenników PiS-u.

 

Wyniki late poll

Przyznam, że nawet o 3:00 w nocy sprawdzałem już wyniki late poll – nie było. Wiadomość ta dotarła do mnie dopiero rano z interii, jako late poll IPSOS dla polsatu. Dane te wprowadziłem do swojego słownika sondaży wyborczych:

late pollProszę pamiętać, że o ile owe procenty głosów pochodzą rzeczywiście z tych komisji obwodowych, o tyle podział mandatów jest dokonany przez sondażownię IPSOS (czyli tę samą sondażownię, która podawała wyniki z exit poll). W tej sytuacji pokażę to, co przelicza mój słownik:

mandatyJak widać moje wyliczenia są bardziej korzystne dla PiS-u (przyjmuję, że preferencje wyborcze w każdym okręgu w tym roku, będą dokładnie te same, co przy poprzednich wyborach; przy czym preferencje PSL-u z poprzednich wyborów, przeniosłem na całą Trzecią Drogę).  Jednak u mnie Konfederacja ma jeszcze mniej mandatów, niż to pokazuje IPSOS – u mnie tylko 9, a wg IPSOS 14 mandatów.

Ale sama PKW ogłosiła częściowe wyniki głosowania z 8995 obwodowych komisji wyborczych (na 31497 – tj. 28,56%) o godzinie 10:00 z godziny 9:50. Dane te wprowadziłem również do swojego słownika sondaży wyborczych:

W tych wynikach nie ma podziału mandatów, bo PKW zrobi to dopiero wtedy, gdy wszystkie dane do niej spłyną. A oto moje przeliczenia:

Okazuje się, że wzrosła liczba mandatów i PiS-u i Konfederacji – 222 mandaty PiS-u to trochę za mało, ale przy poparciu Konfederacji taki rząd może powstać.

Proszę jednak pamiętać, że to za mało obwodów przeliczonych, by można było ogłaszać triumf – nade wszystko nie ma tu jeszcze głosów z żadnego z największych miast – a tam PiS będzie miał zdecydowanie mniej głosów. Jedyna szansa, że przybędzie trochę Konfederacji.

No i teraz dopiero widać skrajną głupotę PiS-u: PiS cały czas pragnie, by na prawo od PiS-u nie było żadnej liczącej się partii – i to z tego powodu w ostatnim dniu przed ciszą wyborczą puszczał taśmy Banasia. Ktoś, kto trzeźwo do tego podchodzi, z tych taśm wyciąga jeden wniosek – opozycji najbardziej zależało na tym, by przypadkiem nie doszło do koalicji PiS-u z Konfederacją; tyle, że PiS liczył na inny odbiór tych taśm – że ta cała Konfa jest tylko pacynką w rękach PO! I niestety tak to podziałało – gwałtowny spadek oddawanych głosów właśnie tego dowodzi. Stało się to, czego pragnął PiS!

Tyle, że obawiam się, iż bez poparcia Konfederacji ten rząd w ogóle nie powstanie – bo przecież wszystkie następne przeliczone głosy, będą się wiązały ze spadkiem poparcia dla PiS-u – a nawet te wyniki wymagają poparcia.

 

 

PS: Kolejne wyniki z 17679 na 31497 (56,13%) obwodów głosowania:

Jak widać już te procenty na PiS spadły. A oto, jak to wygląda w mandatach:

Niestety za mało – choć pewnie tylu posłów Prezes ściągnie z PSL-u do siebie oferując różne teki ministerialne, jak to miał w zwyczaju.  Ale czy ludzie z PSL-u będą ryzykować, bo się może okazać, że PiS z Konfą się nie dogada na głosowanie na ten rząd (w samej Konfie zdania na ten temat mogą być podzielone po tym ostatnim numerze z Bansiem).

PS: Plany Krzysztofa Bosaka w sprawie JKM-a się sprawdziły:

JKM odejdzie na emeryturę (wg mojego algorytmu również Karina nie wejdzie – bo z tego okręgu nikt nie wejdzie, ale nawet jeśli byłby tu 1 mandat, to przypadnie Karinie).

Ciekawie jest w okręgu 19:

Tu wg mojego algorytmu wejdą dwie osoby i niewykluczone, że dwójka stąd nie wejdzie (a wejdzie czwórka).

PS: Kolejny late poll – dane z 23 324 na 31 497 (74,05%):

A więc kolejny spadek – PiS-owi brakuje dokładnie 30 mandatów; Trzecia Droga ma ich 68, ale pytanie, ile z tego przypada na starą kadrę PSL-u (bo wiadomo, że WKK woli zostać z Hołownią i Tuskiem – do przekabacenia są zapewne jedynie ci, jeszcze z czasów Pawlaka). Jak zacząłem tak liczyć PSL-owców w trzeciej drodze, to wydaje mi się, że w gronie kandydatów ich nie ma ich nawet połowy.  Prawdopodobnie jest ich za mało, by z samych PSL-owców zapewnić sobie utworzenie rządu. Bez Konfederacji się nie obejdzie.

PS: Kolejny late exit – dane z 28 939 na 31 497 (91,88%) obwodów głosowania:

Strata kolejnych 5 mandatów.

PS: I już ostatni late poll 99% – dane z 31 311 na 31 497 (99,41%) obwodów głosowania:

Strata jeszcze jednego mandatu – tym razem Konfederacji.

Ostateczny rezultat pewnie będzie się bardziej różnił. ale już nie z powodu tych kilku brakujących obwodów, lecz z powodu tego, że to nie trzeba będzie już niczego szacować, lecz odczytać konkretne wartości. Prawdę powiedziawszy już dawno powinienem to zrobić. Nade wszystko zamiast brać uprawnionych z wyborów sprzed 4 lat, powinienem wziąć tegoroczne – bo te już są podawane.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Metoda D’Hondta – preferencje regionalne

Tak jak zapowiadałem, zająłem się uwzględnianiem preferencji regionalnych. Np. moja babcia (urodzona 1891 roku, której zresztą nigdy nie poznałem, bo za późno przyszedłem na świat) sama urodziła się we wsi Godziszów, a gmina Godziszów od początku istnienia PiS-u zasłynęła z tego, że na każdych wyborach głosowała niemal w 100% na tę właśnie partię (jedyna taka gmina w Polsce). Jeśli będziemy patrzyli na całe okręgi wyborcze, to aż tak wielkiej zgodności nie znajdziemy – jednak mimo wszystko wiadomo, że wschód Polski będzie preferował PiS, a zachód PO. A zatem te moje wyliczenia powinny uwzględniać ten fakt.

Nie wiem, czy te sondażownie, które podają przewidywaną liczbę mandatów dla poszczególnych partii już w samej doborze próbki uwzględniają poszczególne okręgi wyborcze, czy też tego nie czynią, ale ja i tak dostępu do takich danych nie posiadam – a więc powinienem uwzględnić jakiś model matematyczny, który by uwzględniał takie zależności.

Pomysł wydaje mi się być prosty – w ciągu 4 lat od ostatnich wyborów preferencje poszczególnych regionów mogły się trochę zmienić – ale tylko trochę – na wschodzie nadal procent oddanych głosów na PiS będzie większy, a na zachodzie nadal będzie mniejszy. A więc zamiast przypisywać w każdym okręgu wyborczym ten sam procent głosów oddawanych na poszczególne partie, powinienem przeanalizować wyniki z ostatnich wyborów.

Protokoły wyborów w poszczególnych okręgach zawierają informacje o liczbie ważnie oddanych głosów na poszczególne partie, co pozwala obliczyć procenty oddanych głosów w każdym okręgu oddzielnie. Mając te procenty oraz procenty ze wszystkich okręgów łącznie, można dla każdego okręgu wyznaczyć współczynnik, przez jaki należy przemnożyć sondażowy procent na daną partię, a to przez liczbę uprawnionych do głosowania w danym okręgu, by ostatecznie wyliczyć przewidywaną liczbę głosów w danym okręgu na poszczególne partie. A to jest wystarczające, by zastosować metodę d’Hondta, by te głosy przeliczyć na liczbę mandatów. Zwracam przy tym uwagę, iż owe współczynniki preferencji służą jedynie do wyznaczenia liczby głosów oddanych na daną partię w poszczególnych okręgach – jednak procent głosów oddanych na daną partię pozostaje jedynie ten, przedstawiony w sondażu. Wynika to z faktu, że wszystkie koalicje, które nie osiągnęły 8% oraz wszystkie partie, które nie osiągnęły 5%, w ogóle nie uczestniczą w podziale mandatów. A więc nawet jeśli w danym okręgu partia zdobyła choćby 10%, to i tak nie zdobędzie ani jednego mandatu, jeśli globalnie nie uzyskała owych 5% (a więc pod tym względem ważne są jedynie same sondaże).

Myślę, że na początek tych informacji starczy – popatrzmy na te same wyniki, jakie prezentowałem poprzednio:

Mandaty po uwzględnieniu preferencji w regionach

Jak widać wyniki te są korzystniejsze dla PiS-u w stosunku do tych, w których preferencji regionalnych nie uwzględniałem. Ten rekord, na którym stoję, jest tym, który rzeczywiście został podany przez sondażownię; pozostałe obrazują sytuację, w której PiS część swojego poparcia przekazuje Konfederacji. Zwróćmy uwagę, że PiS nie ma szans na utworzenie rządu większościowego – sam nawet wtedy, gdyby wchłonął wszystkich zwolenników Konfy i tak nie ma szans na 231 mandatów (przypominam, że to jest minimalna liczba głosów wymagana do zatwierdzenia rządu) – nawet przy 37% głosów posłów będzie miał jedynie 217; dla powołania rządu PiS-u konieczne jest za tym poparcie posłów Konfederacji (jedynego ugrupowania w parlamencie gotowego do powołania tego rządu). Wystarczy, że PiS przekaże Konfederacji to, co więcej niż 30%, a już rodzi się zdolność powołania rządu; mało – proszę zauważyć, że ta zdolność nie znika (gdy preferencje nie były uwzględniane przekazanie za dużo procentów objawiało się spadkiem sumy mandatów – tu w tym zakresie, jaki pokazałem, tego zjawiska nie ma). Jedyne ograniczenie to takie, by liczba posłów PiS-u nie była mniejsza niż liczba posłów PO – gdyby tak się stało, to Andrzej Duda powierzyłby zadanie utworzenia rządu Donaldowi Tuskowi (formalnie takiego obowiązku nie ma, ale taki zwyczaj do tej pory zawsze funkcjonował).

O czym to świadczy, że te wyniki są korzystniejsze dla PiS-u niż te wcześniejsze?

Ano o tym, że PiS umie korzystać z mikrotargetowania – gdy jedzie z jakimś wozm strażackim do jakiejś gminy, to akurat do wchodzącej do tego okręgu, gdzie wcześniej niewiele brakowało, by mieć kolejnego posła.

Podkreślę jednak, że ten mój algorytm nie jest wcale taki najkorzystniejszy. Otóż prof. Jarosław Flis z UJ utworzył pierwszy kalkulator mandatowy, ale jego algorytm okazał się niedoszacowujący PiS – w poprzednich wyborach znacznie lepszy okazał się kalkulator Marcina Palade. Mój aż tak hojny dla PiS-u nie jest.

Skąd się biorą takie różnice?

Po pierwsze we wszystkich sondażach jest deklarowana frekwencja. Ja z ostatnich wyborów wyliczyłem frekwencję dla każdego okręgu i wyznaczyłem współczynniki frekwencji wyznaczonych dla całego kraju. W oparciu o to wyznaczam liczbę głosujących w danym okręgu, korzystając z liczby uprawnionych w poprzednich wyborach. Ale tu pojawia się dodatkowy problem – Nie wiem na kogo głosować? Ja w swoim algorytmie tych ludzi traktuję, jakby w ogóle nie przyszli głosować – ale można ich uwzględniać i szacować ich liczbę. Pytanie jednak, jak rozkładać głosy tych ludzi?

Druga sprawa to preferencje w okręgach na poszczególne partie polityczne. Tu zrobiłem podobnie, co w przypadku frekwencji – wyznaczyłem współczynniki procentu głosów na daną partię do procentu globalnego dla całego kraju. Czego nie uwzględniam? – tego, że wiele osób nie chce się przyznać, że będzie głosować na partię, o której  funkcjonuje przekonanie, że głosować na nich, to obciach. Przyznam, że nie wiem, jak to uwzględniać – ale jednak Marcin Palade miał na to jakiś pomysł (pewnie oparty o jakieś badanie owego obciachu).

Na koniec pokażę trochę nowszych nowszy badań porównując je z tym, co pokazuje Marcin Palade. Otóż właśnie on zestawia różne badania, pomijając takie sondażownie, do których nie można mieć zaufania (takich, jak Kantar, których sondaże służą wyłącznie propagandzie; ale nie uwzględnia także OBOP-u, bo tam ankietowani nie czynią tego anonimowo). Skrajne wyniki odrzuca, a z pozostałych wyprowadza średnie. I właśnie ostatnie takie wyniki są wpisane w tym rekordzie, na którym stoję:

Palade

Jak widać Marcin Palade wprowadził  tu podział na mandaty wg swojego algorytmu. Po kilku dniach opublikował zakresy, w jakich się znajdą poszczególne partie. W Palade_max wpisałem maksymalne wartości PiS-u i Konfederacji, a dla pozostałych partii wpisałem wartości minimalne. W Palade_min postąpiłem na odwrót. Dla tych trzech rekordów przeliczyłem mandaty za pomocą własnego algorytmu:

Palade

Co ciekawe PO w obu wyliczeniach jest dokładnie to samo – 152 mandatów; tymczasem PiS ma tam 201 mandatów, a u mnie jedynie 185. Ta różnica PiS-u odbywa się kosztem Konfederacji, Lewicy i Trzeciej Drogi.

Proponuję też spojrzeć na te dwa pozostałe rekordy – wynikają one z przedziałów ufności dla tych badań; no i okazuje się, że możliwe są oba przeciwstawne przypadki – zarówno ten, że PiS tworzy rząd, i ten, że taki rząd tworzy cała totalna opozycja. Ale wróćmy jeszcze do tego najbardziej prawdopodobnego wyniku – wg Palade rząd utworzy PiS po wsparciu przez Konfederację; ale wg mojego algorytmu powstaje pat – ani PiS, ani PO nie mają większości dla utworzenia rządu. Władzę nadal pełni PiS, ale na wiosnę czekają nas nowe wybory.

A więc wiem, że nic nie wiem…

 

PS: Aby wszystko jeszcze bardziej skomplikować, dziś Sławomir Mentzen na jutro zapowiedział propozycję nowego premiera. Jak sądzę będzie to propozycja premiera dla przyszłego rządu technicznego. A więc jeszcze jedna wersja (i co ciekawe w inną stronę niż ze strony narodowościowców – nie popierał Bosaka na Marszałka Sejmu).

 

Metoda D’Hondta

Nie tak dawno na blogu Basi po tym, gdy Basia doniosła o spadku poparcia dla PiS-u i Konfederacji przy jednoczesnym wzroście poparcia dla Trzeciej Drogi, zacząłem pisać o tym, że choć wcześniej mówiłem o tym, by nie głosować na Konfederację (lecz na PiS i to argumentowałem), to nagle zmieniłem zdanie – zacząłem pisać, że w tej sytuacji należy wesprzeć Konfederację. Chodziło mi po prostu o to, że w tych wyborach PiS jest za słaby, by zdobyć większość (tj. uzyskać 231 mandatów – 50% z 460 posłów + 1), co jest konieczne dla zatwierdzenia przez sejm rządu – a w tej sytuacji konieczne jest znalezienie innego ugrupowania, które powołanie tego rządu poprze. Żadne z ugrupowań opozycji totalnej tego nie uczyni – jedyna szansa, to Konfederacja. Konfederacja co prawda zapowiada, że nie wejdzie do rządu z kimkolwiek (czy to z PiS-sem, czy z PO), ale powstanie rządu PiS-u jak najbardziej poprze.

No ale w takim razie aby rząd PiS-u mógł powstać, wcale nie jest najważniejszy wynik PiS-u, co wynik Konfederacji – konieczne jest by oba te ugrupowania liczyły co najmniej 231 posłów.

A skąd się bierze to, że w tej sytuacji należy wesprzeć Konfederację? – wynika to z metody D’Hondta przeliczania głosów na liczbę mandatów!

Ta metoda nie jest wcale taka prosta, ale jej algorytm jest ogólnie dostępny, więc w swojej aplikacji firmowej napisałem słowniki do wprowadzania sondaży i dodałem procedurę, która przelicza wprowadzony sondaż na liczbę mandatów. Podstawowe informacje o poszczególnych okręgach można pobrać ze strony PKW – niestety brakuje w nich jeszcze liczby uprawnionych do głosowania (bo przecież jeszcze każdy obywatel może to zmieniać). W tej sytuacji pobrałem te dane z poprzednich wyborów – bo choć w szczegółach może to być w tym roku nieco inna wartość, to jednak proporcje będą zachowane. Gorsza sprawa jest niestety taka, że publikowane sondaże podają dane globalne, a nie te, które odnoszą się do poszczególnych okręgów – tymczasem przeliczanie liczby głosów na mandaty odbywa się w każdym okręgu oddzielnie. Jest to poważny problem, jako że np. gmina Godziszów od zawsze niemal w 100% głosuje na PiS – poszczególne okręgi wyborcze mają swoje preferencje, a więc do tych przeliczeń potrzebne by były sondaże z poszczególnych okręgów (a przynajmniej jakiś model matematyczny odzwierciedlający te różnice regionalne). Tymczasem ani nie mam dostępu do tak szczegółowych badań, ani też nie utworzyłem takiego modelu matematycznego (a można by było go oprzeć na wynikach poprzednich wyborów; z danych z poszczególnych okręgów można wyliczyć owe procenty i porównać je z wynikami ogólnokrajowymi – i w takich proporcjach przeliczać liczbę głosów). Ponieważ jednak tego nie zrobiłem, to proszę się nie dziwić, że moje przeliczenia na mandaty, przynoszą błędne rezultaty. Jednak fakt pozostaje faktem, że w ten sposób można wymodelować pewne zjawiska.

Pierwszy sondaż jaki wprowadziłem, był następujący:

Oryginalny sondaż jest ten, na którym stoję kursorem, ale wprowadziłem drugi, w którym 1% głosów oddanych na PiS, przepisałem na Konfederację. Zmienię teraz sposób pokazywania wyników, aby zaprezentować moje przeliczenia na D’Hondta:

Proszę więc zauważyć, że choć PiS-owi ubyły 4 mandaty, to Konfederacji przybyło ich aż 9 – a więc łączna liczba mandatów z 219 wzrosła do 224. A więc moja teza głoszona u Basi, jak najbardziej się potwierdza. Tyle tylko, że ta liczba mandatów jest za mała na to, by udało się powołać rząd PiS-u (tymczasem przy tych wynikach opozycja bez problemu będzie mogła taki rząd utworzyć).

No to pokażę te moje wyliczenia dla sondażu innej sondażowni (o 2 dni późniejszej), w której pobawiłem się bardziej, by przy tych samych procentach dla partii opozycyjnych wygenerować mandaty, dla różnych proporcji między PiS-em, a Konfederacją:

Proszę zauważyć, że PiS samodzielnie nie byłby w stanie utworzyć rządu (i to nawet wówczas, gdyby wszyscy zwolennicy Konfederacji zagłosowali na PiS!) – konieczne jest wsparcie Konfederacji. Na szaro są zaznaczone wszystkie te przypadki, w których utworzenie takiego rządu byłoby możliwe. Dopiero wtedy, gdyby poparcie PiS-u spadło tylko do 33,3% rząd mogłoby utworzyć PO. Ten rzeczywisty sondaż pochodził z 23 września.

No cóż, Basia nie wierzyła, że PiS bez wsparcia Konfederacji wyborów nie wygra, ale dziś nawet nie mam szans na to, by ją przekonać – po tamtej notce, do której dałem link, Basia mnie po prostu zbanowała! Taka polaryzacja, jaka dziś występuje, prowadzi niestety do zaślepienia 🙁